Szyna i trzask

przez | 5 października, 2026

Czy wyobrażacie sobie samochód dostawczy bez przesuwnych drzwi? My też nie. Ten wynalazek sprawdza się tam, gdzie ograniczone jest miejsce na wyładunek towaru. Zamiast otwierać się ruchem wahadłowym, w magiczny sposób „znikają” wewnątrz nadwozia. Przesuwne drzwi wymagają zastosowania zupełnie innej konstrukcji i montażu, ale ich umieszczenie doceni każdy przedsiębiorca. Kiedy je wynaleziono? Cofnijmy się do początków motoryzacji. Wtedy drzwi w automobilu nie były jeszcze potrzebne.

Otwarte nadwozia nie były wyposażone w drzwi. Pierwsze nadwozia ze stałym dachem miały zawiasy umieszczone w taki sposób, aby można było wygodnie wsiadać – to były „kurołapy”. Wynalazek ten przetrwał aż do lat 60-tych i był montowany w każdym rodzaju nadwozia. Były wygodne, ale okazały się niebezpieczne. Przez nieuwagę można było zakończyć jazdę rowerzyście lub zostawić je na przodzie wyprzedzającego nas pojazdu. Drzwi przesuwne nie miały takiego problemu. Po prostu „sru” na bok i … już.

Kto był twórcą pierwszego samochodu z przesuwnymi drzwiami bocznymi. Nie, nie VW. Nawet nie Kaiser. Cofnijmy się do lat 20-tych XX. wieku. Drzwi przesuwne wykonane z cienkiego drewna po raz pierwszy pojawiły się w wozach pocztowych. Tak zwane „pocket doors” zaczęto montować w połowie lat 20-tych w amerykańskich wozach pocztowych. Fordy i Chevrolety służące do przewozu poczty jako pierwsze miały ten patent. Listonosz z pewnością był zadowolony z tego pomysłu, ale czy były trwałe i bezawaryjne?

Ford A Post Car

Źródło: RM Sotheby’s

Sam pomysł był prosty – cienka deska ze stałą szybą (później otwieraną i zamykaną dzięki skórzanym paskom) oraz prowadnica przytwierdzona do nadwozia. Nie wyglądało to estetycznie, ale znacząco usprawniało dostarczanie przesyłek. Listonosz po prostu przesuwał drzwi i wyrzucał paczki przez otwór drzwiowy z boku. „Ceremonia” z otwieraniem na bok i wyjmowaniem paczki przeszła do historii. Rozwiązanie to było proste i przydatne. Pomysł skopiowano w innych pojazdach użytkowych, ale nie była to produkcja seryjna.

Podobne teksty:  Troskliwa mama Davida

W latach 30-tych niemiecki Saurer i Opel poprawili wynalazek uzupełniając go o mechanizm pozwalający za pomocą dźwigni przesunąć drzwi. Kierowca nie musiał wstawać z miejsca. Zaciągał dźwignię a mechanizm powoli przesuwał drzwi do tyłu. Niestety, w drugą stronę należało to zrobić ręcznie. Żeby to zrobić potrzebny był prądożerny silniczek elektryczny. Pomimo tej wady, rozwiązanie szybko się przyjęło a pomysł nadal ewoluował usprawniając załadunek towarów, ale również i … ludzi, co stało się normą w przypadku mikrobusów osobowych.

Na to należało poczekać do późnych lat 30-tych. Prototypem, który przyczynił się do wzrostu popularności tego rozwiązania był Citroen TUB. Prototyp powojennego Typu H miał przesuwne drzwi, ale nie dla kierowcy i pasażera, ale tam, gdzie powinien je mieć każdy pojazd dostawczy – miały prowadzić prosto do przedziału ładunkowego. Prowadnice nadal wystawały ponad nadwozie, ale drzwi zostały wyprofilowane tak aby je, choć częściowo, przykryć. Pomysł skopiowało wielu producentów średniej klasy mikrobusów – prowadnice, szyna i zamek były stałym wyposażeniem tych pojazdów.

Citroen TUB i Kaiser Darrin (poniżej)

Źródła: Citroenet, Pinterest

W latach 40-tych w samochodach dostawczych drzwi przesuwne stały się normą. W przypadku pojazdów osobowych były wyjątkiem. Nie były potrzebne – uważano je za atrybut pojazdów dostawczych. Luksusowy kabriolet w tym czasie miał mieć „kurołapy” lub coraz modniejsze drzwi otwierane do przodu. Wszystko zmieniło się za sprawą firmy Kaiser. W 1954 roku pokazano model Darrin. Luksusowy kabriolet miał wąskie drzwi wsuwane w przednie błotniki. Po raz pierwszy prowadnice ukryto tak, że nie były widoczne i nie psuły linii pojazdu. Miało to swoje wady.

Otwór drzwiowy był dość wąski, co w połączeniu z niskim dachem powodowało trudności w zajmowaniu miejsca w środku. W tym czasie DKW czy VW (później – od modelu T2) potrafiły ukryć szynę z prowadnicą w taki sposób, że cały mechanizm trudno było zauważyć. Prosta linia pod szybą nie wystawała po za obrys auta. Rozwiązanie skopiowano w wersjach osobowych większości ówczesnych mikrobusów. Metalowe drzwi były coraz cięższe, ale to nie przeszkadzało klientom, którzy przewozili swoimi mikrobusami całe rodziny. Łatwo było wejść … i łatwiej wyjść w kilka osób jednocześnie.

Podobne teksty:  Korona, zwierzak i wielkie ambicje

Jednak nadal nie było to rozwiązanie powszechne w samochodach osobowych. Stosowano je głównie w prototypach. Nasz WFM Fafik miał jedne przesuwne drzwi. Pozostał w fazie prototypu. Podobnie wiele innych mikrosamochodów aż do lat 80-tych. Mikrosamochody francuskie i niemieckie miały to rozwiązanie, ale nie przyjęło się z powodu … tego samego, dla którego przed wojną uważano to za dziwactwo. Osobowy wóz miał mieć „normalne” drzwi. W przypadku mikrosamochodów liczyła się również masa własna, którą mechanizm znacząco podwyższał. Wkrótce wszystko się zmieniło.

WFM Fafik

Źródło: Auta5P

Oczywiście wszystko zmieniło się na początku lat 80-tych. Popularność nadwozia MPV sprawiła, że klienci chcieli nie jedne drzwi przesuwne a dwa – po każdej stronie. Prowadziły do dwóch tylnych rzędów siedzeń. Kierowca i pasażer z przodu miał tradycyjne drzwi, reszta pasażerów wchodziła przez przesuwne. Dzięki nim łatwiej można było umieścić w środku foteliki a po wyjęciu foteli zmieścić w środku paczkę z „Szafą Gdańską Trzydrzwiową”. Tymczasem „mit o zatłoczonych miastach” nadal nie sprawdzał się w przypadku mikrosamochódów.

Mercedes NAFA – prototyp mikrosamochodu przypomniał o zastosowaniu w najmniejszych modelach, ale nadal klienci nie byli skłonni uwierzyć, że w tak małym pojeździe nie będzie można „normalnie” otwierać drzwi. Tymczasem w segmencie MPV ten wynalazek był najbardziej pożądany – najlepiej z wygodnym zdalnym otwieraniem za pomocą pilota dołączonego do kluczyka. Kiedy z daleka można było otworzyć drzwi i dzieci wprost wbiegały do minivana … ach, co to był za szpan. W przypadku najmniejszych konstrukcji wszystko zmieniło się w pierwszych latach XXI wieku.

Toyota Porte i Peugeot 1007 wprowadziły przesuwne drzwi do klasy samochodów popularnych. Nie prowadziły do przestrzeni bagażowej, ale do pojemnego wnętrza. Miały sprawdzić się w ciasnym miejscu parkingowym. Rozwiązanie to miało być przeznaczone dla „młodych i dynamicznych”. Szybko okazało się, że te modele wybierają osoby niepełnosprawne. Docenili wysokość wnętrza oraz łatwość wsiadania niespotykaną w tej klasie. Starszy Pan w kapeluszu podpierający się laską wsiadając do Peugeota mógł czuć się jakby wsiadał do przedwojennego Rollsa.

Podobne teksty:  Targa Florio - wyścig o złote blachy

Toyota Porte

Źródło: Toyota

Dziś w klasie pojazdów osobowych to niszowe rozwiązanie. Nadal o tym pamiętamy – głównie za sprawą dużych MPV, ale również dzięki BMW Z1 (z drzwiami wsuwanymi w progi), Peugeotowi 1007 i oczywiście Nysie i jej dzielonej kratą „przestrzeni dla aresztowanych”. Charakterystyczny „dźwięk busa” wziął się z powodu zaniedbań serwisowych. Nasmarowany mechanizm nie generuje hałasu przy pracy a czysta szyna zawsze domyka drzwi bez użycia nadmiernej siły. Może i dla różnych „NCAP-ów” nie jest bezpieczny, ale co oni tam wiedzą?

Visited 6 times, 1 visit(s) today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *