Na początku lat 60-tych japońskie samochody uważano jeszcze za tanie i awaryjne. Stan ten powoli poprawiał się, ale nadwozia nie miały swojego indywidualnego charakteru. Linie nadwozia wzorowano na tym co powstało w Europie lub w USA. Kei-car z chromami? Miniatury dużych krążowników nie wyglądały dobrze. Były karykaturą motoryzacji. Japończycy poszukiwali swojej drogi, ale ta zwykle była … kręta i wyboista. Chwila, od czego są Włosi? Nikt lepiej nie potrafił narysować samochodu.
Włosi doskonale znali proporcje, potrafili dobrać krzywizny i całość nazywali tak, że od razu można było rozpoznać dla kogo jest przeznaczony dany model. Pierwszym projektantem, który współpracował z Japończykami był Giovanni Michelotti, który zaprojektował sportowe modele dla Prince i Hino. Prince Skyline Sport z 1960 roku wyglądał jak Lancia lub Maserati a nie jak projekt narysowany przez dziecko. Hino Contessa 900 Sprint z 1962 roku wyglądało jakby rysowano je dla BMW.
Hino Contessa 900 Sprint projektu Michelotti

Źródło: Automobiles Japonaises
Vignale dla Daihatsu zaprojektował Compagno – nowoczesny kompakt. Giugiaro dla Mazdy zaprojektował modele Familia i Luce. Pininfarina dla Nissana zaprojektował modele Cedric i Bluebird. Postęp był … gigantyczny. Japońskie samochody można było postawić przy BMW czy Oplu i w zasadzie trudno było je rozróżnić. Giugiaro, kiedy pracował dla Ghia, zaprojektował Isuzu 117. Jego linie były tak udane, że bez większych zmian pozostał w produkcji do 1981 roku. W Europie Japończycy te same generacje oferowali po 10 lat.
Giugiaro stał się najważniejszym projektantem japońskich samochodów popularnych klas. Jakie były projekty z tamtego okresu? Proste linie, minimum ozdób, ale dobre proporcje. Japończycy chcieli proste linie – samochód miał starzeć się wolno i być praktyczny. Japońska kultura techniczna opierała się na użyteczności produktu a nie na formie i właśnie to próbowano wprowadzić do zupełnie nowego przemysłu. U progu lat 70-tych przemysł ten był już dobrze rozwinięty. Oferowano wiele różnych modeli.
Jakie, pod względem technicznym, były japońskie samochody? Konstrukcje tych modeli były lekkie, przez co osiągi przeciętnego japońskiego modelu były lepsze niż porównywalnych europejskich odpowiedników. Garbus przy nowoczesnej Maździe, Isuzu czy Daihatsu wyglądał jak pojazd z zupełnie innej epoki. Dziwnie znajomo wyglądała Mazda 130 Luce. Czy to mogło być nowe BMW? Gdyby nie silnik Wankla pod maską to można było pomylić się i uznać, że to prototyp dla bawarskiej marki.
Mazda 130 była odrzuconym projektem dla Alfy Romeo

Źródło: Bertone
Dzięki prostym kształtom w latach 70-tych produkowano jeszcze wiele modeli pamiętających połowę lat 60-tych. Kto wtedy projektował Toyoty, Mitsubishi i Subaru? Japończycy. Te dwie marki korzystały z własnych biur projektowych i z pracy własnych projektantów. Co z innymi? Japończycy w tym czasie kupowali prototypy od Włochów i zmieniali je według własnego pomysłu. Przykład? Kompakt z tylnym napędem znany jako Isuzu Gemini, ale również produkowany pod wieloma markami GM.
Trend przełamał Giugiaro oferując dla Izusu projekt Asso di Fiori z 1979 roku – praktyczne coupé z dużą powierzchnią szyb oraz otwieranymi reflektorami. W tym czasie Japończycy opanowali proces projektowania na tyle, że Włosi nie byli już potrzebi. Jednak nie wszystko potrafili zrobić. Co roku producenci prezentowali prototypy różnych modeli. Potrzebowali pokazać co potrafią, tymczasem japoński prototyp miał nudne nadwozie i najwyżej kilka „fajerwerków” w postaci elektroniki.
Isuzu Bellett Sport Wagon z 1971 roku zaprojektował Tom Tjaarda. Pojazd pozostał w fazie prototypu. 10 lat później Bertone dla Mazdy zaprojektował model MX-81. Modne kliny, ogromne szyby i kierownica w formie … obrotowej obudowy telewizora pełniącego rolę zegarów. Był to projekt Gandini – człowieka, który był specjalistą od praktycznych nadwozi w kształcie klina. Honda HP-X z 1984 roku miała futurystyczne kształty, centralnie umieszczony silnik i wszystko aby za kilka lat stać się Hondą NSX.
Honda HP-X od Pininfariny

Źródło: TechEblog
Japończycy dostali od Włochów futurystyczne linie, nietypowe proporcje i możliwość promocji na rynkach Europejskich i USA. W latach 90-tych trudno było wskazać modele, których linie narysowali Włosi. Dlaczego? W tym czasie nauczyli się projektowania tylko na potrzeby targów. Włosi przestali być potrzebni i tym razem naprawdę nie trzeba było prosić się o pomoc. Nauczyli się fachu, ale zaczęto liczyć koszty. W ten oto sposób odkupiono kolejne prototypy. W sumie i tak zalegały w garażach Pininfariny czy Bertone.
W czasie, gdy włoskie prototypy posłużyły do japońskich projektów, Giugiaro dla Subaru zaprojektował model SVX. Luksusowe GT od marki kojarzonej z rekreacją i sportem? Tak, choć nie było tanie, spotkało się z zainteresowaniem klientów. Kilka lat później Włosi realizowali już tylko „zadania specjalne”. Dostawali gotowy model a ich zadaniem było przeprojektowanie nadwozia na kabriolet lub nadwozie specjalne. Najlepszy przykład? Colt CZC – jednobryłowy kabriolet narysowany przez Pininfarinę.
Colt CZC

Źródło: AutoWeek
Co z garniturem? Armani nie zaprojektował samochodu dla Japończyków. Większość zleceń ze strony Japończyków dotyczyła pojazdów popularnych klas. Włosi dali Japończykom styl, który następnie sami rozwinęli na swój sposób. Nigdy jednak nie pozwolili sobie na szaleństwo we włoskim stylu. Najlepiej widać to na przykładzie Suzuki SX4 – prostego SUV-a, który przekonuje swoją praktycznością a nie wyglądem. To jeden z ostatnich modeli narysowanych przez Włocha dla japońskiej marki.
