Zawód dla twardzieli

przez | 17 sierpnia, 2026

Z perspektywy dzisiejszego tirowca, który ma do dyspozycji wszelkie udogodnienia, trudno wyobrazić sobie pracę kierowcy zawodowego 100 lat wcześniej, ale spróbujemy to zrobić. Przenieśmy się do … właśnie, może nie będziemy tak radykalni i omijamy początki motoryzacji, w których ciężarówki dziennie pokonywały najwyżej kilkanaście kilometrów dziennie i można było je spotkać blisko dworców kolejowych. Przenieśmy się w czasy tuż po pierwszej wojnie światowej.

Praca kierowcy ciężarówki w latach 20. i 30. XX wieku była znacznie trudniejsza niż obecnie. Samochody ciężarowe były wolne, zawodne i wymagały od kierowcy nie tylko umiejętności prowadzenia pojazdu, ale także wiedzy mechanicznej oraz dużej wytrzymałości fizycznej. Każda dłuższa podróż była prawdziwą wyprawą. Po czym? Po drogach gruntowych lub szutrowych pełnych dziur, wertepów i błota. Spodziewałeś się autostrady? W latach 20-tych w USA, Niemczech czy we Włoszech było ich niewiele.

Większość ciężarówek rozwijała prędkość 30–50 km/h, a tylko nieliczne modele mogły przekroczyć 60 km/h. Przeciętne prędkości podczas transportu towarów były niskie nie tylko z powodu kiepskich dróg. Silniki ciężarówek miały moc nawet 80-1oo KM. Wtedy to było dużo, ale do holowania ciężkich przyczep to nie były duże wartości. Do sprawnego transportu potrzebne były przekładnie o dużej licznie przełożeń. Cztery biegi do przodu? To było absolutne minimum, ale nawet to nie wystarczało aby wyciągnąć wiele ton z błota.

Praca kierowcy ciężarówki w drugiej dekadzie XX. wieku

Źródło: Facebook

Kierowcy wozili ze sobą łopaty, siekiery, liny i drewniane deski, aby samodzielnie wydostać pojazd z błota. Ciągnik rolniczy? W tym czasie trudno było spotkać lokomobilę na polu, lekkie ciągniki typu Lanz czy Fordson były za słabe aby wyciągnąć pojazd ważący kilkanaście ton. Radziły sobie z ciężarówkami o DMC najwyżej 5 ton, cięższe potrzebowały lokomobili albo … czołgu do wydostania się z grząskiego terenu. Jeżeli już udało się jechać w długą trasę to należało zadbać o komfort jazdy. Czy w ogóle był?

Podobne teksty:  Reyonnah - pojazd typu rowerowego

Kabiny były bardzo proste. W latach 20-tych wiele ciężarówek nie miało nawet zamkniętej kabiny – kierowca siedział na otwartym stanowisku, narażony na deszcz, śnieg i mróz. Dla ochrony miał plandekę i opuszczaną przednią szybę. Przejechać takich wehikułem 200 km w czasie 8-9 godzin w trudnych warunkach czyniło kierowcę prawdziwym bohaterem. Dopiero w latach 30. zaczęły pojawiać się całkowicie zabudowane kabiny z szybami i prostym ogrzewaniem, choć komfort jazdy nadal pozostawiał wiele do życzenia.

Prowadzenie ciężarówki wymagało sporej siły. Nie było wspomagania kierownicy ani pneumatycznych układów wspomagających hamulce. Skrzynie biegów nie miały synchronizatorów, dlatego kierowcy musieli stosować technikę podwójnego wysprzęglania, aby zmienić bieg bez zgrzytu. Każda pomyłka oznaczała hałas, utratę prędkości, a czasem nawet konieczność zatrzymania pojazdu. Smarowanie? Przy intensywnej eksploatacji … co tydzień, w przeciwnym razie podwozie szybko zaczynało wydobywać z siebie niepokojące dźwięki.

Otwarta szoferka ze składaną opończą

Źródło: Commercial Mortors

Silniki wymagały stałej kontroli. Kierowca codziennie sprawdzał poziom oleju, uzupełniał wodę w chłodnicy, sprawdzał smarowanie punktów zawieszenia i układu kierowniczego oraz regulował hamulce, których bębny bardziej spowalniały tempo jazdy niż skutecznie wytracały prędkość. Przebicie opony było codziennością, a jej wymiana mogła zająć nawet godzinę. Jeżeli ciężarówka miała jeszcze masywy gumowe bez powietrza to kierowca mógł jechać dalej. Oponę pneumatyczną w ciężarówce potrafili zmienić tylko najbardziej cierpliwi kierowcy.

Wielu kierowców potrafiło naprawić gaźnik, układ zapłonowy, sprzęgło czy wymienić resor przy drodze. Trzeba było radzić sobie – naprawa, serwis z dojazdem w godzinę? Nie. Do najbliższego telefonu miałeś przynajmniej kilka kilometrów … albo kilkanaście. Polskie realia? Zakłady naprawy pojazdów były tylko w dużych miastach. Telefon na wsi? Idziesz do dziedzica. W zasadzie tylko on, urząd gminy albo lokalny sklep mogą mieć aparat, ale nie muszą. W Niemczech czy w USA było to łatwiejsze. Co przewoziły ówczesne ciężarówki?

Podobne teksty:  Opowieść o Władku

Przewożono niemal wszystko – węgiel, drewno, materiały budowlane, zboże, mleko, zwierzęta gospodarskie, maszyny i towary do sklepów. Załadunek i rozładunek często należały do obowiązków kierowcy. Nie było wózków widłowych ani hydraulicznych wind – większość pracy wykonywano ręcznie przy użyciu pracy rąk, drewnianych taczek, drewnianych ramp lub pochylni. Dziś magazyny wyposażone są w windy, wózki widłowe, przenośniki taśmowe – wtedy to był luksus nieosiągalny w realiach polskiej gospodarki. 

Szeroka kanapa w Chevrolecie z połowy lat 30-tych

Źródło: Hyman Classic Cars

Tymczasem dzień pracy kierowcy trwał zwykle 10–14 godzin, a podczas dalekich tras jeszcze dłużej. Kierowcy rzadko korzystali z hoteli. Nocowali w gospodach, zajazdach lub po prostu w kabinie ciężarówki, przykrywając się kocami. Restauracje? Kierowca jadł swoje zapasy. W tym czasie nie było dostępnych przenośnych kuchenek gazowych. Dopiero w 1932 roku zostały wprowadzone jako wyposażenie francuskiego wojska i powoli stawały się znane wśród turystów – były drogie, niedoskonałe, ale pozwalały powoli podgrzać wodę.

Kabiny z wygodną przestrzenią do spania? Te dopiero wprowadzono w latach 40-tych. Oczywiście wprowadzano różne wynalazki – „dokładki” pozwalające połączyć siedzenia w jedną kanapę. Zmiennik? Zwykle ich nie było, ale gdy pojawiły się podwójne obsady to pojawił się problem z zagospodarowaniem szoferek do potrzeb mieszkalnych. Rozwiązanie problemu zawdzięczamy Amerykanom. To duże amerykańskie ciągniki jako pierwsze posiadały zaplecze socjalne pozwalające godnie wypocząć kierowcy.

Mimo trudnych warunków zawód kierowcy ciężarówki cieszył się dużym szacunkiem. Kierowcy byli jednocześnie mechanikami, logistykami i często jedynymi osobami odpowiedzialnymi za dostarczenie towaru na czas. Nadzór? Nie było żadnych nawigacji po za mapą i dopiero powrót do pracodawcy oznaczał wykonanie zadania. Nie zawsze tak było. Jazda w podwójnej obsadzie przez tydzień lub dwa? Była możliwa, ale wiązała się brakiem miejsca. Bagaż na wyjazd i kierowca ledwo mieściły się w ciasnej szoferce.

Podobne teksty:  Selden - cwaniak od patentu

Mechanika pojazdowa w latach 20-tych

Źródło: Facebook

Pomimo wielu problemów i niebezpieczeństw, kierowcy ciężarówek zawsze byli uważani za odważnych ludzi. W wielu regionach to właśnie oni zapewniali zaopatrzenie odległym miejscowościom, docierając tam, gdzie kolej nie miała swoich linii. Po wojnie ciężarówki stały się bardziej cywilizowane – były szybsze, większe, posiadały nawet ogrzewanie czy wspomaganie kierownicy. Z czasem prowadzenie ciężarówki zaczęło przypominać prowadzenie typowego samochodu osobowego. 

Visited 13 times, 1 visit(s) today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *