Wiosna przyszła. Jest ciepło. W mojej okolicy znowu odnotowuje się spektakularne wypadki śmiertelne z udziałem pijanych kierowców. Kilka kilometrów stąd pancerne różowe Daihatsu dzielne odbija atak dziadka w Kii Soul. Banda motocyklistów znowu przekracza prędkości w drodze do Częstochowy. Pogotowie pędzące w niedzielne popołudnie do wypadku znowu staje się tradycją. Wszystko wraca do normy – jak co roku to samo. Pewne tradycje nie zmieniają się, bo i po co się zmieniać? Przecież nawet „zła tradycja” może być dobra – patrz „Dyngus” i 10 litrów lodowatej wody wylane na przechodnia na początku kwietnia.
Tak, zła tradycja to również tradycja. Człowiek jest w stanie przywyknąć do powtarzających się informacji i nawet najgorsze powtarzane cyklicznie powodują u niego spadek zainteresowania tematem. Jeżeli w ciągu tygodnia mamy dwa wypadki to informację o pierwszym zwykle przeczytamy uważniej niż o następnym, trzeci nie wywoła u Nas większych emocji a kolejny będzie tylko statystyką. Tak, są wyjątki – jeżeli to dotyczy członka Naszej rodziny, kogoś bliskiego lub z „jakiś przyczyn” ważnego. Najlepszy przykład? Niewyjaśniony wypadek, w którym zginął poseł Litewka.
Niezależnie od poglądów politycznych – był uważany za człowieka idei, który miał swoje cele i nie działał z kalkulacji politycznej, ale dla sprawy. Osobiście znał go promil populacji kraju, ale informację o tym „zdarzeniu” przeczytały miliony. Dlaczego „zdarzeniu”? Żyjemy w ciekawym kraju, w których nie ma nikogo, kto mógłby zostać skazany za tzw. „zabójstwo drogowe”. Czy wydałem już wyrok? Nie, ale wiele było przypadków, w których sprawcy nie zostali skazani albo dostali wyrok o wymiarze odpowiadającemu zniszczeniu witryny sklepowej. To taka tradycja polskich sądów.
Zabójstwo drogowe to taka polska tradycja. Wsiada pijak za kierownicę, powoduje wypadek i zabija żonę (takie zdarzenie było kilometr od mojego domu) – dostanie 8 lat. Jeżeli ma „znajomości” – zacznie się „majtaczenie” i odsiedzi połowę wyroku albo wcale (jak pewien miłośnik BMW). Niskie kary za wypadki powodowane celowo to taka polska tradycja. Przecież samochód to nie jest narzędzie zbrodni. Zatem szpadel, młotek, wiertarka, wiatrówka, kostka brukowa mogą być użyte tylko w jednym celu. Gdzie ludzka kreatywność? W kreskówkach? Tam najczęściej spadał fortepian, ale nie zabijał postaci. Najwyżej powodował dziwne obrażenia.
Na wiosnę ludziom „wali w dekiel”. W zimie jeżdżą 30 km/h na ograniczeniu do 50. Zrobi się cieplej i już nabierają animuszu. Uważają, że wszystko im wolno. Najlepszy przykład? Znam taką nauczycielkę, która zawsze mnie wyprzedza w drodze do pracy. Dlaczego to robi? Zawsze musi być pierwsza i najlepsza. Wyprzedzi, pojedzie i … wyhamuje przed „wahadłem”, na którym zatrzymuje się i czeka wraz z innymi kierowcami. Po czym ja spokojnie dojeżdżam i o tej samej minucie przekraczamy bramy szkolnego parkingi. To też taka tradycja. „Kobita” musi udowodnić, że jest pierwsza, ja nie muszę. To istotna różnica.
Wiosenne statystyki to temat, który co roku powraca. Nie są to statystyki temperatur, ale wypadków. To właśnie wtedy liczniki zaczynają rosnąć – te prędkości i te, które mierzą statystyki. Od kwietnia przez maj i czerwiec po lipiec, w którym notuje się najwięcej wypadków w roku. Fakt, statystyki z roku na rok są coraz bardziej optymistyczne, ale trudno szukać optymizmu widząc liczbę zabitych. Powinny być dostępne statystyki wyroków sprawców najcięższych wypadków. Tych niestety nie ma. Może to bardziej działa na wyobraźnię niż dane z poniższego wykresu. Może, gdyż i na to znajdą się odporni.
Statystyki wypadków – porównanie

Źródło: Haluszczak.info
Jeżeli mówi się o karach dla kierowców to najczęściej wypomina się niskie kwoty mandatów. Tymczasem niewielu decydentów mówi o konieczności podniesienia kar za wypadki ze skutkiem śmiertelnym, dla pijanych kierowców czy nawet dla rowerzystów, którzy nie chcą przestrzegać przepisów ruchu drogowego. Nawet jeżeli mówią to i tak nie przegłosują zmian, które odstraszyłyby wariatów drogowych. Nie chcą, boją się a może po prostu chcą chronić tych, którzy mogą pozwolić sobie na kpiny z prawa i mają środki i ludzi aby być nietykalnymi. To trwa już wiele lat. To również zła tradycja.
Edukacja? Nie, Kamaz. Argument siły działa nawet na największe sportowe maszyny. Gdyby pewne BMW zamiast w koreańskie kombi uderzyło w Kamaza to z pewnością historia potoczyłaby się inaczej. Innym argumentem są pieniądze. Przykład? Jak masz tablice indywidualne to inni kierowcy są dla Ciebie bardziej uprzejmi – od czasu, gdy je posiadam zauważyłem, że nie mam problemu ze zmianą pasa i zawsze mogę liczyć na wolne miejsce aby wcisnąć się na „ten” właściwy. Nie, to nie jest złoty Maybach. To małe Daihatsu, ale tablica przyciąga uwagę (wartość tablic to 10% ceny samochodu).
Może to jest sposób dla tych, którzy chcą spokojnie jeździć? Tak, nie wszystkim „wali w dekiel”, nie muszą być pierwsi na światłach i po prostu chcą pojechać tam gdzie chcą. Im mniej będzie osób, które chcą im w tym przeszkodzić tym lepiej. Tymczasem śledzimy to jakie będą wyroki w głośnych sprawach, w których wciąż nie ma jednoznacznych odpowiedzi i wyroków adekwatnych do czynów. Czy doczekamy się tych samych kar co za zabójstwo? Raczej nie, ale szkoda – to rozwiązywałoby wiele problemów i z pewnością wpłynęłoby na krzywą przedstawioną na wykresie.
Najlepiej aby to nie była krzywa, ale prosta linia położona jak najniżej poziomej linii z datami. To byłaby taka „dobra tradycja”. Życie i zdrowie jest dobre. Niestety zawsze znajdą się Ci, dla których nieśmiertelność jest „pewniakiem”. Tacy ludzie są jak niedźwiedzie – budzą się wiosną i hasają sobie nie bacząc na otoczenie. Jednak gdy stanowią zagrożenie, zawsze znajdzie się środek usypiający i zagrożenie z powrotem wraca do swojego naturalnego środowiska. Dla wariatów drogowych naturalnym środowiskiem jest zakład karny. Niech to będzie taka dobra, polska tradycja.
