Pamiętacie „Malucha”? W zasadzie nie miał bagażnika. Przestrzeń z przodu zwykle służyła do przewozu torby z kluczami i częściami. Torby z bagażami zwykle przewożono w środku – pod fotelami lub na kolanach pasażerów tylnej kanapy. Trudno wyobrazić sobie samochód osobowy bez bagażnika – to oczywisty element przestrzeni, w której znajdziemy bagaże, koło zapasowe, klucze, akumulator a nawet … składane dodatkowe siedzenia. Czy zawsze tak było? Nie, historia bagażnika samochodowego wcale nie jest oczywista.
Cofnijmy się do początku XIX wieku. W powozach konnych bagaże wkładano do kufra, którego mocowania znajdowały się z tyłu lub na dachu powozu. Kufer nie stanowił integralnej części pojazdu. Był mocowany skórzanymi pasami. Wykonany najczęściej z drewna, czasami z blachy, ale jego zawartość była dostępna dla przeciętnego drobnego złodzieja dysponującego wytrychem. Kufry zwykle należały do podróżnych – woźnica je sam mocował do stelaża i później zdejmował. To była uciążliwa, ciężka praca.
Przestrzeń bagażowa w dyliżansie (model na zdjęciu)

Źródło: amazon.pl
Pierwsze automobile korzystały z tego rozwiązania. Do późnych lat 20-tych normą był kufer mocowany za tylną ścianą nadwozia. Oczywiście były wyjątki. Przeglądając zdjęcia pojazdów niszowych – produkowanych w małej ilości egzemplarzy można zauważyć, że np. Star czy pojazdy karosowane przez pracownie mają bagażniki zintegrowane z nadwoziem, ale to nie do końca prawda. Najczęściej były to małe schowki z pokrywami a nie przestrzeń, którą można zaadaptować do wielu zastosować.
Wielu producentów oferowało schowki za tylnymi siedzeniami, ale dostęp był jedynie z wnętrza nadwozia. Taki, np. Mikrus jeszcze w latach 50-tych miał bagażnik z przodu, ale dostęp był jedynie z wnętrza. Wszystko zmieniło się wraz ze zmianą technologii produkcji nadwozia. Użycie blach stalowych zamiast drewna umożliwiło formowanie dowolnych kształtów nadwozia. Jednym z pierwszych popularnych modeli ze zintegrowanym bagażnikiem był Chrysler Airflow. W Europie – Peugeot 402, Fiat 1500, Opel Olympia czy Skoda Popular.
Miały modne, opływowe kształty a dostęp do bagażnika był możliwy po uchyleniu tylnej klapy. Zwykle na klapie umieszczano koło zapasowe aby nie zmniejszać przestrzeni w środku pojazdu. W modelach użytkowych tylne drzwi były dzielone w pionie. Klapa w modelach osobowych sięgała pod tylną szybę. Zmienił to Citroen w 1938 roku adaptując rozwiązanie z modeli użytkowych do wydłużonej wersji Traction Avant. Tak powstało Commerciale a później Familiale. Na początku klapa była dzielona z poziomie na pół.
Bagażnik Citroëna BL11 w wersji standardowej i Commerciale (poniżej)


Źródło: The Truth About Cars
Później Citroen zrobił jedną wielką klapę. Mechanizm z amortyzatorem dźwigniowym podtrzymywał klapę i pozwalał na załadunek dużych przedmiotów. Równolegle wielu producentów samochodów sportowych lansowali pomysł z wykorzystaniem przestrzeni ładunkowej do przewozu pasażerów oferując w bagażniku tapicerowaną od wewnątrz pokrywę i całkiem wygodne siedzisko. Wadą tego rozwiązania był brak dachu nad głową. Termin „siedzenie dla teściowej” nie wziął się znikąd. Tymczasem Citroen i Peugeot miały pewien pomysł.
W środku kombi można było zmieścić dodatkową kanapę. Peugeot 402 i Citroen 11BL w najdłuższych wersjach pozwalały przewieść nawet 7 osób. Dotychczas było to możliwe jedynie w modelach dostawczych po wstawieniu ławek w przestrzeń bagażową. Tymczasem Francuzi wpadli na pomysł aby móc tą samą przestrzeń wykorzystać na dwa sposoby i jednocześnie zapewnić dość dobre warunki podróżowania. Po wojnie trend ten pozostał znany, ale kombi z tamtych lat nie było wyposażone w rolety zasłaniające bagaż.
To dopiero stało się opcją w latach 60-tych. Wcześniej, bo w latach 50-tych najbardziej popularnym nadwoziem był sedan. Bagażnik typowego sedana z tamtego okresu miał pojemność 350-450 litrów. Amerykańskie krążowniki wcale nie były lepsze. Ich bagażniki były szerokie, ale płaskie. Mimo, że miały dużą pojemność to okazywały się niezbyt praktyczne. W latach 50-tych obowiązującym standardem stało się oświetlenie bagażnika i przeniesiono koło zapasowe pod podłogę. W droższych modelach pojawiły się wykładziny.
Bagażnik Plymoutha Fury z połowy lat 60-tych

Źródło: Bring a Trailer
Zwykle bagażnik miał formę pustej przestrzeni ograniczonej kształtem blach. Luksusowe modele coraz częściej wyposażano w wykładziny, które chroniły cenne torby przed uszkodzeniami. Bagażniki sedanów woziły przedmioty płaskie, tymczasem kombi z tamtego okresu – Volvo, Peugeoty, Mercedesy wyprodukowane przez Binza czy Fordy z powodzeniem mogły przewieść pralkę czy lodówkę. Co w przypadku małych samochodów? Mini miało z tyłu mały … schowek. Fiat 500 z przodu mieścił jedynie torbę.
Dopiero pojawienie się Renault 16, naszej Syreny 110 i wielu innych modeli z nadwoziem typu hatchback pozwoliło małym samochodom być użytecznymi. Wybierało się – przewieść więcej niż dwie osoby lub tylko dwie i bagaż prawie tak wielki jak w typowym kombi. Praktyczne nadwozia pozwoliły na podróżowanie na długich dystansach. To wtedy na rynku akcesoriów pojawiło się wielu producentów akcesoriów do transportu rowerów, nart czy kajaków. Pojawiły się również tzw. systemy transportowe.
W skrócie – dodatkowe stelaże na dach i „trumny dachowe” – dodatkowe bagażniki o znajomym kształcie, choć wykonane z tworzyw sztucznych. To wtedy Kamei i Thule zaoferowały klientom akcesoria do wielu samochodów. To był trochę krok wstecz. Rzeczy, które miały znaleźć się w środku, znajdowały się na zewnątrz pojazdu, ale były lepiej zabezpieczone niż kilkadziesiąt lat wcześniej. W latach 70-tych producenci oferowali klientom półki nad bagażnikami lub rolety wykonane z miękkich materiałów. Kilka lat później rozpoczęła się prawdziwa rewolucja.
Złożony wózek Modubox w Citroenie

Źródło: auto.cz
Pojawienie się nadwozia MPV spowodowało, że w bagażniku pojawiła się podwójna podłoga. Pod nią – składane fotele albo wyjmowane pojemniki na drobiazgi. W bagażniku na dobre zadomowiło się gniazdo z napięciem 230V i uchwyty na siatki z zakupami. Rozwiązania te szybko zostały przejęte przez inny segment – SUV. Wśród rozwiązań z początku XXI wieku warto wymienić plastikowy wózek na zakupy zaprojektowany przez Citroëna. Tak zwany „Modubox” był składanym wózkiem o małej pojemności, ale idealnie mieścił się w bagażniku większości Citroënów.
Dziś samochody elektryczne mają dwa bagażniki. Ten przedni zwykle to tylko schowek na kable. Ten tylny w nowoczesnych samochodach często ma dwie podłogi, haczyki, oświetlenie i dodatkowe gniazda. Czasem ma korek spustowy, dzięki czemu nie zbiera się w nim woda. Pomimo zmian jedno pozostaje niezmienne. Producenci często oszukują klientów podając pojemności mierzone za pomocą algorytmu komputera a nie za pomocą „cegiełek” (norma VDA). Różnice sięgają nawet ponad 100 litrów. Kłamczuchy.
