Pisząc o pierwszych wyścigach zwykle pisze się o samochodach. Historia pierwszych motocykli to temat niszowy, podobnie jak pierwsze wyścigi motocyklowe, o którym niewiele wiemy. Zaczęło się się od wyścigów amatorskich. Na początku lat 90-tych XIX wieku motocyklem był zwykle rower z silnikiem i to nimi ścigano się po szutrowych drogach wokół miast. Prawdziwe motocykle pojawiły się dopiero kilka lat później – miały zupełnie inną ramę, silniki umieszczone nisko i mniejsze, ale szersze koła.
Gdzie rozegrano pierwszy wyścig motocyklowy? Cofnijmy się do 1894 roku. Wyścig Paryż-Rouen był wyścigiem różnych pojazdów. Motocykle były w mniejszości. Wśród nich był Garrard & Blumfield – brytyjski motocykl z silnikiem Laurina&Klementa. Nie wystartował, był wśród większości pojazdów, które nie zostały dopuszczone do wyścigu. Kolejny duży wyścig odbył się w 1897 roku. Z Paryża do Dieppe – w literaturze zauważymy rok 1896, ale w rzeczywistości odbył się prawie rok później.
Hildebrand&Wolfmuller

Źródło: Wikimedia
W tym wyścigu startowały m.in. trójkołowce De Diona. Były lekkie i stosunkowo szybkie. Zajmowały czołowe lokaty wyprzedzając ciężkie automobile. W tym czasie najszybszym motocyklem był Hildebrand&Wolfmuller. Nie zachowały się żadne rekordowe przejazdy tego motocykla – ani zdjęcia, ani statystyki. Tymczasem w 1898 roku we Francji lokalne wyścigi motocyklowe stały się faktem. W ciągu kilku lat w USA, Wielkiej Brytanii i Niemczech pojawiło się wiele klubów zrzeszających amatorów.
To był czas, gdy klient mógł już wybrać wśród kilkunastu marek motocykli i kilkudziesięciu modeli. Od De Dion-Bouton przez Clementa, Wernera, Peugeoty i Gladiatora. Miały silniki o mocy 1-3 KM, osiągały około 40-50 km/h, ale jazda nimi w niczym nie przypominała jazdy dzisiejszymi maszynami. Wąskie opony, hamulce cierne, hałas silnika i wieczne wycieki sprawiały, że motocykl uważano za pojazd niebezpieczny a kierowców tych pojazdów uważano za szaleńców.
Jedną z ważniejszych organizacji zrzeszających kierowców motocykli było ACU (Auto-Cycle Union). Brytyjska organizacja powstała w 1903 roku i jako pierwsza uporządkowała przepisy sportowe dla motocykli oraz organizowała wyścigi motocyklowe na terenie Zjednoczonego Królestwa. Wcześniej, bo w 1900 roku na Olimpiadzie w Paryżu zorganizowano dwa krótkie wyścigi motocyklowe. W tym samym roku na warszawskich Dynasach również rozegrano pierwszy wyścig.
Benzynowy trycykl De Dion

Źródło: Pinterest
Jednym z pionierów w konstrukcjach motocykli wyczynowych był Charles Metz. Jego Orient Roadster z 1900 roku miał lekką rowerową ramę i jednocylindrowy silnik o pojemności około 250 cm3. Orient był napędzany francuskimi silnikami De Diona. Gdzie można było znaleźć wyścigowe motocykle? Oczywiście podczas Puchru Gordona Bennetta. Nie podczas wyścigu, ale głównie jako eksponat do podziwiania. W tym czasie wiele wyścigów motocyklowych rozgrywano w Belgii.
Belgia na początku XX wieku była pocięta wieloma długimi, ale jeszcze nieutwardzonymi odcinkami dróg co sprzyjało organizacji lokalnych wyścigów. W wyścigach pojawiły się marki Indian i Harley-Davidson. Amerykanie stosowali większe silniki a ich ciężkie motocykle były stabilne przy dużych prędkościach. Jakich? Motocykle wtedy były wolniejsze niż automobile. Gdy automobil na piaszczystej plaży przekroczył 140 km/h, rekordowe motocykle osiągały 110-120 km/h, ale szybko dorównały dwuśladom.
Glen Curtiss w 1903 roku ledwo przekroczył 103 km/h, zaledwie 4 lata później pobił rekord parowego Stanleya. Parowe cygaro Stanleya w 1906 roku rozpędziło się do 206 km/h. Motocykl Curtissa z 8-cylindrowym silnikiem rok później zbliżył się do granicy 220 km/h. Nie był to oficjalny rekord. Te pojawiły się dopiero po wojnie światowej – po prostu nie było organizacji, która uznałaby rekord za ważny. W 1920 roku FIM uznał oficjalnie rekord ustanowiony na Indianie. Wcześniejsze dla FIM nie były … miarodajne.
Rekordowy motocykl Glena Curtissa

Źródło: Motorcycle Classics
Wcześniej, bo w 1907 roku na Wyspie Man rozegrano pierwszy wyścig. Trasa 24 km, brak ograniczeń prędkości i tłumy gapiów. Wyścig na Wyspie Man szybko stał się znany. W każdej edycji było wiele wypadków a szczęśliwcy kończyli wyścig ustanawiając warte odnotowania rekordy. Ciekawostką były wyścigi torowe na torach o nawierzchni … drewnianej. Tak, to nie pomyłka. Pomysł powstał jako próba trwałego utwardzenia torów konnych. Pomysł tani, ale czy nie lepiej wybudować tor z betonu?
Wyścigi na nawierzchni składającej się z drewnianych klepek były ciekawe – nie tylko ze względu na prędkości, ale prawie zupełny brak pyłów, które były typowym widokiem podczas zawodów na torach konnych. Wyścigi na klepkach były niebezpieczne. ryglowane drewniane klepki dawały złudzenie przyczepności. W rzeczywistości sprawiały, że wielu kierowców wylatywało z toru na wirażach. Z pomysłu szybko zrezygnowano. Zastąpiono je betonową nawierzchnią o dużym nachyleniu. Droższy w budowie, ale bardziej trwały.
Dedykowane tory zastąpiły zaadaptowane tory konne – bezpieczeństwo poprawiło się, ale ryzyko wypadków wcale nie spadło. Wypadek na motocyklu w miękkiej czapce i pilotkach zawsze kończył się znacznymi obrażeniami. Zabezpieczenie wyścigów sprowadzało się do punktu medycznego z minimalnym wyposażeniem a transport do szpitala trwał nie minuty a często godzinę. Efekt? Tragiczne statystyki, które z czasem po prostu zniknęły wraz z lokalnymi gazetami, które opisywały i fotografowały wydarzenia.
Drewniany tor

Źródło: Age of glory
Na początku drugiej dekady XX wieku motocykle przestały być tylko „rowerami w silnikiem”. Wyczynowe motocykle miały solidne ramy, nawet 4-cylindrowe silniki i osiągały prędkości porównywalne z wyścigówkami. Co dalej? To już łatwo znaleźć. Znajdziemy statystyki, rekordowe przejazdy i sylwetki kierowców wyścigowych, którzy wcześniej byli dżokejami. Nie znajdziemy już tego … klimatu. Klimatu tamtych czasów, gdy wyścigi motocyklowe były niszą, zabawą bogatych i sposobem na niedzielną nudę.
