Przed wojną w warsztacie

przez | 12 września, 2025

Przenieśmy się do lat 30-tych. Właśnie kupiłeś swojego pierwszego nowego Fiata lub Chevroleta. Chcesz o niego dbać i poszukujesz warsztatu, który zajmie się nim gdy coś się zepsuje. Nie jest to takie proste. Autoryzowane stacje obsługi znajdują się tylko w w największych miastach. Wezwanie lawety? Szukasz telefonu na prowincji w latach 30-tych? Łatwiej polecieć w kosmos rakietą, którą naziści zmontują i przetestują dopiero za kilka lat. Kowal? Jest jeden na kilka wiosek.

Wszystko? Nie, to dopiero początek. Realia posiadania samochodu w Polsce w okresie międzywojennym to temat na całą książkę. Od czego należy zacząć? Od gwarancji. Najpopularniejsze marki udzielały gwarancji na wybrane podzespoły w zakresie roku lub kilku tysięcy kilometrów. Zapewniały sieć warsztatów w największych miastach – Warszawa, Lwów, Kraków, Poznań i Łódź w swoich granicach posiadały serwisy Forda, Chevroleta, Opla i Fiata. Inne marki? Martw się sam.

Gdzie naprawić Chevroleta?

Źródło: WP Moto

Przykładem kompletnego braku wsparcia ze strony producenta była sprawa Oskara Kona i jego Rollsa. Nie dość, że Rolls-Royce nie posiadał wówczas żadnego warsztatu w Polsce to jeszcze sam proces pozyskiwania części wymagał ministerialnego pozwolenia. Ponadto, właściciel – znany łódzki przedsiębiorca był zmuszony pisać listy do przedstawicielstw zagranicznych różnych producentów części, w tym do Bendixa, który miał zapewnić mu nowe hamulce.

Chcąc otrzymać zezwolenie na import do pisma do Ministerstwa załączył nawet zdjęcie uszkodzonej części. Do dziś zachowała się korespondencja oraz kilka faktur wystawionych na właściciela nietypowego pojazdu. Który mechanik podjął się napraw zabytkowego Rollsa? Tego nie wiemy, ale z pewnością dumny i zatroskany właściciel nie oddałby swojego pojazdu w ręce kowala. W okresie międzywojennym w Łodzi było kilkanaście warsztatów samochodowych.

Korespondencja z Ministerstwem

Źródło: tejsted.pl

Kim byli ówcześni mechanicy? Szkolnictwo zawodowe w tym czasie opierało się na praktyce czeladniczej – mechanicy wcześniej byli uczniami ślusarzy, tokarzy czy kowali. Po zdobyciu pierwszych doświadczeń na początku XX wieku pierwsze pokolenie mechaników kształciło kolejne pokolenie. Szkół zawodowych było mało a ilość warsztatów przyjmujących na praktykę była zbyt mała do zapotrzebowania rynku pracy. Część mechaników praktykę nabyła w wojskowych warsztatach.

Podobne teksty:  Zespół R-R

Specjaliści od obróbki metali – tokarze, ślusarze czy kowale potrafili wykuć lub wytoczyć elementy silnika lub nadwozia. Czy były w ofercie części zamienne. Były, ale trudno było je dostać. W tym czasie standaryzacja nie była jeszcze zjawiskiem powszechnym przez co wiele pojazdów czekało miesiącami na naprawę po kolizji lub po awarii ważnych podzespołów. Praca prostymi narzędziami była trudna i czasochłonna co przełożyło się na wysokie wyceny usług i długie kolejki klientów.

Pierwszym mechanikiem dla samochodu był zawsze kierowca. Od kierowcy wymagano znajomości budowy samochodu oraz drobnych napraw. Jeżeli sam nie potrafił naprawić samochodu to był zmuszony zapłacić za usługi rzemieślników. Usługi te nie były wcale tanie. Porównując z zarobkami przeciętnego Polaka w latach 30-tych należy uznać je za drogie, ale po kolei. Najtańsze były drobne naprawy – opon, regulacja zaworów czy wymiana świec. Najdroższe były usługi blacharzy.

Zestawienie cen usług mechanika pod koniec lat 20-tych XX wieku

Usługa Przybliżony koszt Uwagi
Regulacja zaworów 5–10 zł Częsta usługa w starszych silnikach
Wymiana świec zapłonowych 2–4 zł/sztuka Świeca kosztowała ok. 1–2 zł
Wymiana oleju silnikowego 6–12 zł Zależało od typu auta i oleju
Naprawa gaźnika 10–20 zł Wymagała wiedzy i regulacji
Planowanie głowicy silnika 15–25 zł W warsztatach tokarskich
Wymiana tłoka lub pierścieni 20–50 zł Części często dorabiano
Naprawa skrzyni biegów 40–100 zł Rzadziej robiona, droga
Wulkanizacja opony 5–10 zł Łatki z gumy, ręczna obróbka
Lakierowanie błotnika 10–25 zł Pędzlem lub prostym natryskiem
Malowanie całego nadwozia 80–150 zł Luksusowa usługa
Wymiana akumulatora ok. 20–40 zł Akumulator 6V, kwasowy
Przegląd okresowy 10–20 zł Sprawdzano luz zaworów, zapłon, sprzęgło

Źródło: Auto-Przegląd Techniczny

W latach 30-tych pensja robotnika wynosiła maksymalnie 200 złotych miesięcznie, urzędnik zarabiał nawet 300 złotych miesięcznie. W tym momencie trzeba wspomnieć, że co roku należało przeprowadzić przegląd, wymiany części i uzupełnianie smaru wyceniane na przynajmniej 2-3 pensje dobrego robotnika. Trwałość samochodów była niższa niż obecnie co przekładało się na częste wizyty u mechanika. To był bardzo atrakcyjny zawód, ale w wynagrodzeniu był pewien „haczyk”.

Podobne teksty:  Volvo i szwedzkie błoto

Warsztaty prywatne wyceniały godzinę pracy mechanika na 3-5 zł (liczone wyłącznie za czas poświęcony naprawie) . Warsztaty Chevroleta czy Fiata płaciły mechanikom więcej – nawet 8 złotych za roboczogodzinę. Oczywiście można było liczyć na „garażowców”, którzy prostymi narzędziami usuwali drobne usterki. Jak wyglądała naprawa po kolizji? Części blacharskie bardzo trudno było dostać. Dorabiano je ręcznie za pomocą drewnianych kopyt i młotka. Malowano za pomocą pędzla.

Ceny usług blacharskich i lakierniczych pod koniec lat 20-tych XX wieku

Rodzaj usługi Przykładowy koszt Uwagi
Prostowanie błotnika 10–20 zł Zależnie od stopnia wgniecenia
Lutowanie i malowanie zbiornika paliwa ok. 15–25 zł Często wykonywane w warsztatach rzemieślniczych
Wymiana błotnika 30–60 zł W zależności od marki i dostępności części
Lakierowanie maski lub błotnika 10–30 zł Ręczne nakładanie farby, często kilkoma warstwami
Spawanie elementów ramy 25–50 zł Trudniejsze technicznie, czasochłonne
Kompleksowa naprawa karoserii po kolizji 100–300 zł Trwało nawet miesiąc

Źródło: Auto-Przegląd Techniczny

Cynkowane nadwozia? Zapomnijcie. Nadwozie rdzewiało już po dwóch-trzech latach od wyjechania z fabryki. Naprawy polegały na wymianie elementu i lub wspawaniu reperaturki. Takich napraw w ciągu kilku lat należało wykonać dwie lub trzy. To oznaczało przekroczenie wartości nowego samochodu. Cierpliwość i portfel właściciela były wystawione na ciężką próbę. Odsprzedaż tak zużytego pojazdu nie była opłacalna – pojazd po kilku latach nadawał się na złom albo był sprzedawany na części.

Samochód zwykle po 7-8 latach eksploatacji miał 50-70 tysięcy kilometrów przebiegu i wymagał naprawy głównej silnika, malowania karoserii i napraw skorodowanej ramy. Oczywiście i wtedy przed sprzedażą cofano liczniki, ale szybko można było zweryfikować prawdziwy stan pojazdu. To właśnie z tych powodów wiele samochodów zezłomowano i tylko nieliczne dotrwały do dziś głównie dzięki pasjonatom i znalezionej dokumentacji technicznej. Mechanicy byli prawdziwymi bohaterami tamtych czasów.

Podobne teksty:  Historia bez hamulców

Opracowano na podstawie:

  1. Reklama warsztatu z 1936 roku (Warszawa):
    „Naprawy karoserii, lutowanie zbiorników, spawanie i lakierowanie – ceny umiarkowane, już od 10 zł”.
  2. Cennik warsztatu blacharskiego z „Auto – Przeglądu Technicznego” z 1938 r.
  3. Małopolska Biblioteka Cyfrowa.

 

Visited 30 times, 1 visit(s) today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *