Razem z kręgosłupem, czyli hybrydowe wynalazki

przez | 13 marca, 2026

Czy pamiętacie „Malucha”? Miał silnik o mocy 23-24 KM. Było to zbyt mało do skutecznego przyspieszania. Z trudem nabierał prędkości, zużywał dużo paliwa a jednak dla wielu Polaków był pierwszym samochodem w ich życiu. Polacy jeździli nim nad morze i w góry. Odważni wybierali się nim w zagraniczną podróż z całą rodziną. Pojazd z dychawicznym silnikiem a w nim 4 osoby, ich bagaż upchnięty z przodu, pod fotelami i na kolanach pasażerów jadących z tyłu. Do tego jeszcze przyczepa na haku. To były wakacje życia.

Każdy marzył o Golfie czy Kadecie, ale rzeczywistość szybko weryfikowała Nasze marzenia. Podobnie było z Polonezem. Fakt, był większy, ale nadal słaby i paliwożerny. Wtedy każdy chciał dużej mocy. To zwykle oznaczało około 100 KM. W latach 90-tych taką moc uważano za wystarczającą do sprawnego poruszania się po każdej drodze. Później oczekiwania wzrastały, ale w pierwszej dekadzie XXI wieku okazało się, że potrzebujemy ponad 150 KM na wóz rodzinny a dziś ta wartość najlepiej żeby była podwojona. Chcemy coraz więcej i więcej …

Maluch – kiedyś marzenie

Źródło: domena publiczna

Co się stało? Oczekiwania się zmieniły, Chcemy szybciej i mocniej. Problem w tym, że producenci cynicznie to wykorzystują. Nie, nie wszyscy, ale głównie Ci, którzy sprzedają Nam wszelkiego rodzaju „hybrydowe wynalazki”. Prym w tym oszustwie należy do chińskich producentów. 300 KM z silnika 1.5 Turbo i silnika elektrycznego? Tak, ale to suma ich mocy. Problem w tym, że albo nie mogą jednocześnie napędzać kół, albo zwyczajnie silniki nie są w stanie uzyskać deklarowanej mocy maksymalnej. Do czego to porównać?

Do mierzenia „wtryskiwacza” przed lustrem za pomocą elastycznej miarki. Niby statystyczny Europejczyk mierząc w ten sposób może osiągnąć wynik godny „inżyniera z Kongo”, ale zrobi to jedynie wsadzając początek miarki tam, gdzie wzrok nie sięga. Podobnie jest z wynalazkami oferowanymi przez Chińczyków. W broszurze czytasz, że masz ponad 300 KM pod maską a przyspieszenie do „setki” trwa 8 sekund? Jak to możliwe? Tak, SUV z 1.5 Turbo, dodatkowym silnikiem i baterią waży ponad 2 tony, ale to nie jest wytłumaczenie.

Czytaj:  Passat, Audi i cebula

Samochód terenowy o fizjonomii klasy G lub Defendera z benzynowym silnikiem o mocy około 300 KM waży 2,5 tony i bez problemu osiągnie „setkę” w 7 sekund a bardziej opływowy SUV o mniejszej wadze będzie rozpędzał się wolniej od tych „drogowych czołgów”? Nie, to nie może być prawda. Niestety jest i winni jesteśmy my wszyscy. Chcemy mieć wszystko najmocniejsze, największe i najdłuższe, ale to technika stanowi o przewadze a nie liczby w folderze reklamowym. Dlaczego o tym zapominamy?

Lepiej jest mieć prawdziwych 150 KM niż wirtualnych 300 KM. To jak z portalami randkowymi i osiłkami wypisującymi różne swoje „rozmiary”. Rzeczywistość szybko weryfikuje rzeczywiste pomiary. Podobnie Tiguan z TDI pod maską da wycisk kolejnemu klonowi europejskiej konstrukcji wyposażonemu z … kolejnego klona silnika Mitsubishi wspomaganego silnikiem elektrycznym. Takie fakty – ciężki samochód potrzebuje dużego momentu obrotowego i mocy. Mały silnik szybko się przegrzeje i będzie pił jak smok.

Bajo-jajo ultra turbo

Źródło: Jaecoo

Tak, nowe 6,9 na 100 km potrafi być starym 12 na 100 km. Z czegoś bateria musi się naładować i zwykle jest to moc silnika spalinowego, który robiąc podwójną robotę zużywa dwukrotnie więcej paliwa. Praw fizyki nie da się oszukać. Podobnie jak optyki – zdejmując plastikową osłonę silnika nie stanie się większy. Wręcz przeciwnie, będzie jeszcze mniejszy. To jak „mit o golarce” i korzyściach z golenia … (wiecie czego). Niby można, ale to tylko zabieg optyczny – bez wpływu na rzeczywisty wynik. Dość tych dwuznaczności.

W Europie tradycja konstrukcji pojazdów napędzanych różnymi silnikami trwa ponad 200 lat. Przez ten czas udało się stworzyć uniwersalny przepis na dobry samochód. Dzięki temu taki VW, Fiat czy Kia nie muszą rywalizować na liczby. Może w nich być wszystko przeciętne, ale suma wszystkiego będzie na tyle atrakcyjna, że klient nie zwróci uwagi na liczby w folderze. Chińczycy w wielu przypadkach uważają, że jedynie to przyciąga Europejczyków do salonów samochodowych. W sumie dobrze, że się mylą. Mamy jeszcze szansę na odbudowę europejskiego rynku.

Czytaj:  Runda muzyczna

Co z tego, że mamy w folderze napisane, że mamy „super hybryd ultra turbo” jak w rzeczywistości wykorzystujemy połowę mocy a silnik benzynowy zużywa podwójną ilość paliwa żeby napędzić koła i naładować baterie? Lepiej mieć pewne 100 KM niż urojone 200 KM, których i tak nie osiągniemy. Ważna jest technika a nie tabelki. Niezależnie od kontekstu, obietnice bez pokrycia zawsze zostają zweryfikowane a po weryfikacji często przychodzi refleksja. Tym razem też tak jest. Widzieliście co zrobił ostatnio VW?

Polo Pure

Źródło: VW Polska

Polo ze 102 tysięcy staniało do 74 tysięcy. To ceny Fabii. Fakt, że to najtańsza wersja z najsłabszym silnikiem, ale jeżeli VW tak może to inni też. Problem w tym, że nie wszyscy jeszcze dostrzegają problem. Bycie „lepszym” nie oznacza, że można cenić się wyżej niż inni. Czasami to się opłaca, ale na krótką chwilę. W czasie, gdy tańsi zbierają zamówienia, drożsi tracą. Dopiero po czasie okazuje się, że muszą zrewidować swoje plany. Wtedy okazuje się, że mogą zrobić to dobrze i tanio. Jeżeli tego nie zrobią, to zostanie im jeden wielki chu… (sami wiecie). Koniec.

Visited 18 times, 1 visit(s) today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *