(Dziś trochę prywaty i niekoniecznie pięknych słów.)
Ostatnio kilka osób zapytało mnie dlaczego jeżdżę takim „Gratem” skoro widać, że stać mnie na 5-metrowego SUV-a z wielkim silnikiem, którym mógłbym bez obaw jeździć po polskich drogach. Co odpowiedziałem? To dlatego, że chcę, że mogę i … lubię. Dodałem, że nie muszę niczego nikomu udowadniać. Po takiej odpowiedzi zauważyłem u pytających zdziwienie z faktu, że „taki …” (i tu padło wiele określeń) nie ma wielkiego, męskiego pojazdu. Pomyślałem – czas rozprawić się z takim stereotypem.
To wydarzenie skłoniło mnie do napisania tego tekstu. Jego celem jest opisanie problemu, który dotyczy wielu Polaków – to „problem cebuli”. Tak go nazwałem. „Cebula” to symbol Polaków na zachodzie. Ma wiele znaczeń, ale żadne z nich nie ma pozytywnych skojarzeń. Cebula to symbol polskiego „obciachu”. Kojarzy się ze wszystkim co złe – zazdrością, chęcią bycia wyżej w hierarchii społecznej i cechami, które utrwalają opinie o Nas. Czy o każdym? Na czym polega „problem cebuli”?
Żeby go zrozumieć należy odpowiedzieć na pytanie czym dla Polaka jest samochód? Dla większości jest oznaką statusu społecznego i prestiżu, oznaką wyższości jednych nad drugimi, przewagą na drodze – najczęściej urojoną. Ile razy widzieliśmy Audi migające światłami? „Tak, jestem szybszy, masz mi zjechać bo jestem ważniejszy”. Nie, to nie było rządowe Audi. Tylko jakiś niezidentyfikowany idiota uważający się za ministra głupoty (celowo z małych liter) używający zestawu niebieskich diod z AliExpress.
Niby wielki a jednak mały
Źródło: auteczka.net
Tak, Audi jest symbolem prestiżu, ale nowe – pachnące świeżością a nie 10-letnie A4 zespawane z dwóch innych – z 2.0 TDI PD i rozwalonym Multitronikiem. Kiedyś takim „rydwanem prestiżu” był Passat, ale głupota również podąża za pewnymi trendami i ulega ewolucji. Prestiż potrafi być coraz głupszy. Co robimy jeżdżąc takim Audi? Samochodem popisujemy się przed innymi – chcemy być ważniejsi, lepsi i bardziej wartościowi. Czy dla każdego to ma znaczenie. Nie, są wyjątki.
Dla wielu kierowców możliwość poruszania się jest wartością samą w sobie. Wiedzą to właściciele mniejszych, być może mniej ważnych pojazdów. Tak, w Polsce dyskryminuje się małe samochody tylko dlatego, że są małe. Na polskiej drodze rządzi „prawo większego”. Niedawno jeden z poczytnych serwisów opisał historię kierowcy, któremu z przeciwka drogę zajechała „pancia” w wielkim SUV-ie i nie chciała zjechać na bok, gdyż uważała, że ma większe auto. Całość uwiecznił rejestrator jazdy.
„Pancia”, oprócz wielkiego SUV-a, miała również mniejszy rozum i zero kultury osobistej popartymi sztucznym blondem i tipsami. Duże być może ma siłę przebicia, ale to małe samochody mają w sobie to „coś”, co je wyróżnia na drodze i czyni właścicieli rozpoznawalnymi. Najlepszy przykład? Znam przynajmniej dwóch panów po 40-tce, którzy jeżdżą 500-tkami i (to heteroseksualne samce alfa) i mają w „pompce” zdanie innych – po prostu prowadzą ciekawe życie i nie muszą niczego kompensować za pomocą pojazdu.
Biała perła, rolldach i skóry w malutkim Fiacie nie wydają się im kobiece. Podobnie jak czerwony Abarth 500 z podkręconą turbiną, który objedzie każde popularne Audi. Oba Fiaciki są droższe niż kilkuletnie „ulepy” sprowadzone z Niemiec. Nie mają nic wspólnego z „polską cebulą” – przypomnijmy, że to nie warzywo, ale stan myślenia, który reprezentuje znaczna część Polaków. To jednostka chorobowa a jaki jest jej najgorszy objaw? Zasada „zastaw się a postaw się”.
„Postaw się”? Nie, bądź sobą i wybieraj to co jest dla Ciebie dobre a nie dla tych, co Ciebie obserwują i obgadują. Dlatego właśnie mam Daihatsu. Jest plastikowe, trochę tandetne, bardzo zabawne i nieoczywiste. Jest czerwone, ma wielkie koła (jak na swoje rozmiary), 4 szyby i lusterka „w prądzie” i klimatyzację. Do tego milion schowków i białe stylowe zegary podświetlane na bursztynowy kolor (podobno, tak napisali w instrukcji). Jest niemęskie? Może, ale pomaga prowadzić ciekawe życie.
Daihatsu – dla prowadzących ciekawe życie
Źródło: Katalog Samochodów
Pomaga w nawiązywaniu kontaktów – szczególnie wśród pań, które są zaciekawione tym „pudełkiem” na kołach. Pytają co to jest i gdzie to kupić. Właśnie, każdy z Nas chce być „jakiś”. Jakim kosztem? Każdym. Pytanie tylko czy warto dostosować się do większości? NIE. Mając swój świat można prowadzić ciekawe życie. Dla jednych takie życie nie jest normalne i tacy ludzie nie są normalni. Dla nich szczęśliwe życie nie jest normalne. Dla nich normą jest Audi i cebula.
Krojenie cebuli wywołuje płacz. Wywołuje również „ból dupy”. Spokojnie, jest na to skuteczna maść, którą można kupić bez recepty. Poleca ją piszący te słowa i wszyscy właściciele mikrosamochodów, Smartów i całego segmentu A. To mężczyźni, który osiągnęli w życiu tyle, że nie muszą już niczego nikomu udowadniać. Nie muszą szukać „przedłużki” swojego „złącza systemowego” (dziękuję informatykom za to porównanie, jest bardzo celne).
Zamiana „muszę” na „mogę” to najlepsze co można zrobić w życiu. To piękny stan, kiedy nie stoisz w korku, ale wyprzedzasz innych jadąc swoją drogą – pustą, szeroką i bezpieczną. Choć czasem wysypie się na niej kontener cebuli to masz to w … „pompce”. Na koniec najmądrzejsze słowa i morał. Do prowadzenia ciekawego życia trzeba dorosnąć. Nie można jednak dorosnąć w 100%. W tym również pomaga mi Daihatsu. Dla tych, którzy tego nie są w stanie pojąć pozostaje … cebula (tzn. stare Audi).


