50 zabytkowych (i nie tylko) pojazdów, którymi warto przejechać się w życiu

przez | 9 lutego, 2025

Wakacje to czas kiedy na #HZKWT pojawiają się różnego rodzaju zestawienia oraz cykle artykułów. Poniższy tekst powstał jako odpowiedź na częste pytania o to co wybrać i co zapewni nam odpowiedni „imidż”. Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale z pewnością poniższy ranking na to odpowie. 

Czas nie jest dla nikogo (ani niczego) łaskawy. Mijają dni, miesiące i lata – każdy z nas się zmienia. Na lepsze, gorsze, szersze, wyższe i bardziej owalne. Podobnie jest z rzeczami – z czasem psują się i zostają wymienione na nowe. Samochody rdzewieją, pokrywają się patyną i … zostają przerobione na nowe części nowych samochodów. Czas jest łaskawy jedynie dla zadbanych egzemplarzy, które z czasem stają się zabytkami. Jest ich niewiele a każdy z nich budzi ciekawość obserwatorów. Wyróżniają się na tle plastikowych SUV-ów i są dodatkiem do ciekawego życia.

Na co dzień jeździmy plastikiem, ale prawie każdy chciałby choć raz w życiu przejechać się DS 19, 250 GTO czy innymi konstrukcjami z „epoki”. Epoki są różne. Każdy z Nas ma inne preferencje stąd poniższe zestawienie zawiera zarówno wyścigówki jak i limuzyny, pojazdy terenowe a nawet rolnicze. Wśród nich są pojazdy tanie i drogie, małe i wielkie, o dwóch kołach, trzech lub kilkunastu. Seryjne konstrukcje jak i prototypy. Pojazdy podziwiane jak i będące obiektem współczesnych „memów”.  Od czego zacząć? Od pojazdu, który zna każdy z Nas. Po prostu jest „piękny inaczej”.

50. Fiat Multipla – bohaterka memów, samochód tak brzydki, że aż ładny. Pojazd o niespotykanej funkcjonalności. Jest szeroki i ma wielkie szyby. Idealna widoczność, ale przeciętne osiągi. Prowadzi się jak pojazd dostawczy. Emocje za kierownicą? Raczej nie ma, ale jest uśmiech tych, dla których Multipla kojarzy się jednoznacznie.

49. Peel Trident – waży 90 kg. Silnik? Całe 3KW mocy. Mieści jedną osobę a drzwi stanowi … prawie całe nadwozie. Trudno „to” nazwać samochodem. To w zasadzie „narzędzie mobilności”. Podczas jazdy jest podatny na podmuchy wiatru. Jedyną zaletą jest to, że nie pada nam na głowę. Powstało ich niewiele, stąd uważane są za wyjątkowe.

48. Ursus C-330 – symbol polskiej wsi. Tak, to ciągnik rolniczy. Moc – 30 KM, masa własna – około 1700 kg i tylny napęd. Dźwięk dwucylindrowego silnika bezcenny dla uszu. Rewelacyjna pozycja za kierownicą, ale brak wyposażenia. Jazda popularnym „Ciapkiem” to przeżycie duchowe i powrót do młodzieńczych lat.

47. Ford Pinto – amerykański kompakt z lat 70-tych. Ani „to” szybkie, ani oszczędne. Nowoczesny wygląd, wnętrze dla rodziców i dwójki dzieci. Do tego wadliwy zbiornik paliwa i możliwość wycieku paliwa przy stłuczce. Jeździ się nim … przeciętnie, ale z dreszczykiem emocji. Jako kierowca? Nie, ale jako pasażer na tylnej kanapie.

46. Mini Cooper – mały, ale wariat. Mini to niepowtarzalny styl. To również zawieszenie na gumowych stożkach oraz 10-calowe koła. To właśnie one potęgują wrażenie jazdy z prędkościami wyższymi niż w rzeczywistości. Ciasne i wąskie wnętrze w wyposażeniu seryjnym.  Przejechać się Mini po prostu trzeba. To najlepszy środek na depresję.

45. Ford T – nie przyspiesza i nie hamuje. To pojazd z pierwszych lat XX wieku. Moc 22 KM, wysokie nadwozie i brak luksusów. Ford T prowadzi się … dziwnie. Prędkość podróżna to około 50 km/h. Procedura zmiany biegów to „rewia pedałów i dźwigni”. Podobno obsługi można nauczyć się w kilka minut. Jazda Fordem T to ciekawe doświadczenie.

44. FSO Polonez – wyjący most, słaby silnik i bak poczucia solidności. Niskie nadwozie wymusza specyficzną pozycję za kierownicą. Polonez prowadzi się jak każdy słaby „tylnonapędowiec” – bez atrakcji, ale jazda nim w XXI wieku to przejaw patriotyzmu. Chcąc naśladować Premiera Pawlaka należy być bardzo cierpliwym.

43. VW Passat 1.9 TDI – fenomen, który trzeba zrozumieć. Dla Nas to po prostu samochód rodzinny o wysokim poziomie „idiotoodporności”. TDI ma moc i jest tanie w obsłudze. Jeździ się nim prestiżowo – tak twierdzą właściciele. Konieczne trzeba to sprawdzić. Być może znajdziemy w nim obiecywany luksus. Być może nie…

42. Citroen 2CV – mały, tani, powolny. „Kaczucha” to pojazd wyjątkowy konstrukcyjnie – z nietypowym resorowaniem i wąskim ogumieniem. Jeździ się nim jak motorowerem z dachem. Pojazd wychyla się na zakrętach, biegi zmienia się „parasolką” a składany dach potęguje wrażenie osiąganych prędkości. Poleca „siostra Klotylda”.

41. Renault 5 Turbo – silnik z tyłu, nadwozie z cienkiej blachy i tylny napęd. Bez tylnej kanapy, z bagażem zwycięstw w rajdach. Porównanie ze „zwykłą Piątką” to kiepski pomysł. W rzeczywistości to „mały diabeł” – nieprzewidywalny w prowadzeniu, szybki i niebezpieczny. Oddziela mężczyzn od chłopców, produkuje wdowy.

40. Volvo 264 – mocne Volvo w klasie premium. Moc 140 KM nie wydaje się duża, ale pozwala na bezpieczne wyprzedzanie. Jazda Volvo jest pozbawiona emocji znanych np. z BMW, ale to bezpieczny kanapowiec. Wszystko w nim jest solidne i zwyczajne, ale to jeden z niewielu samochodów z lat 70-tych, w którym człowiek czuje się jak w schronie.

39. Fiat Uno Turbo – sportowy bolid? Nic z tego, ale Turbo w samochodzie ważącym 800 kg oznacza doskonałe osiągi. „Setka” w około 8,5 sekundy, przedni napęd i kształty wolnostojącej szopy. Jazda Uno Turbo to doświadczenie z pogranicza radości i niepewności. Jest wystarczająco szybkie aby wystraszyć niedoświadczonego kierowcę.

38. Mercedes 300 SL – już tutaj? Tak, bo 300 SL rozpędza się powoli. Jedyną cechą, która go wyróżnia jest sposób zajmowania miejsca na ciasnym fotelu – sposób otwierania drzwi oraz uchylna kierownica. Siedzi się nisko, próg jest wysoki i szeroki. Widoczność jest przeciętna.  Jazda nim to przeżycie estetyczne, nie sportowe.

37. Suzuki Carry – japoński mikrobus, w którym siedzi się na przedniej osi. Bezpieczeństwo? Zero, ale w zamian doskonała widoczność i wyczucie pojazdu. Nie jest typem sportowca, ale dźwięk silnika potęguje wrażenie nabierania prędkości. Pozycja za kierownicą? Jak na stołku kuchennym. Emocje jak na grzybobraniu, w sześć osób.

36. Opel GT – mała Corvette, która z silnikiem 1.1 nie jedzie. Silnik 1.9 to zupełnie inna liga. GT jest niski i wąski. Tylny napęd i niska masa? Tak, ale również automat. Jest wystarczająco szybki, ma podnoszone reflektory i nie rozpieszcza kierowcy swoim wyposażeniem. Siedzi się nisko, ale widoczność jest zaskakująco dobra.

Podobne teksty:  Cuda z Argentyny i Brazylii czyli oferta producentów na rynki, gdzie nie ma unijnych przepisów

35. VW Golf Country – nuda? Ten Golf nie jeździ jak GTI. Ma małe koła, duży prześwit i … tylko tyle. Jazda Country z silnikiem o mocy 98 KM to doświadczenie ciekawe. Można nim pojechać polną drogą (napęd 4×4), trudno go zepsuć, ale nie należy spodziewać się po nim mocnych wrażeń. Jedynie można zdziwić się, że mój Golf tyle potrafi.

34. Kamaz – wrażenia z jazdy? Moc wrażeń. Kamaz nie jest szybki ani nie ma statusu pojazdu zabytkowego. Ma „coś”, czego nie mają inni. To symbol ewidentnego pierwszeństwa na drodze. Z Kamazem nikt nie dyskutuje. On zawsze ma rację. Wzorowa widoczność, typowa pozycja za kierownicą i prawdziwa stal, która rządzi na drodze. Kamaz ma wszystkie „gwiazdki”.

33. Citroen Typ H – dziś modny „bus z żarciem” a kiedyś typowy „dostawczak”. Typ H ma drzwi otwierane do tyłu, kierowca siedzi na przedniej osi i ma dostęp tylko do najważniejszych wskaźników lub przełączników. Nawet w modelu z ostatniego roku produkcji (1981) czuć ducha samochodów z lat 30-tych. To proste narzędzie i jednocześnie modny dodatek.

32. Fiat 500 – demon prędkości? Nie. Fiat 500 to tylko 12 KM, pół tony masy własnej i 3 metry długości. Prowadzi się typowo dla tylnonapędowych samochodów o słabym silniku. Emocje? Są, gdyż siedząc w ciasnym wnętrzu i jeżdżąc po krętych ulicach miasta można poczuć się jak kierowca Porsche. Dźwięk silnika jest jak radość dziecka.

31. Syrena 104 – Rolls wśród Syren. Syrena jest powolnym dwusuwem, ale ma drzwi otwierane do tyłu, wnętrze i pozycję za kierownicą rodem z lat 50-tych. Jej prowadzenia nie można porównać z pojazdami sportowymi. Syrena to specyficzny dźwięk, zapach palonego oleju i ciągła obawa o awarię. Tak kiedyś jeżdżono i wtedy nikt nie narzekał.

Pozycja Syreny nie jest przypadkowa. Syrena to wspomnienia z lat, kiedy pojazdy podziwialiśmy wyłącznie z tylnego siedzenia lub patrzyliśmy na to „ile wyciąga” sądząc, że ostatnia wartość na liczniku to kres możliwości. Powyższe propozycje typowano głównie na zasadzie „bo wypada”. Są jednak pojazdy, którymi warto przejechać choćby kilometr nie ze względu na markę i sentyment, ale ze względu na ich prowadzenie. Tam, gdzie pojawiają się emocje kończy się rozsądek. To dragstery, Formuła 1, wozidła, pojazdy kosmiczne i wielkie motocykle. To one definiują kierowcę, nie on je.  Im bardziej szalone tym lepiej

Im wyższa pozycja tym wyższa różnorodność. W trzeciej „dziesiątce” zestawienia ujęto pojazdy niezwykłe i zwykłe, ale mające nietypowe cechy. Są wśród nich konstrukcje „Made in Poland” – w tym ciężarówki i pojazdy rolnicze, którymi miała okazję przejechać się młodzież podczas wakacji na wsi. Są również stylowe konstrukcje, które być może nie zaskoczą podczas jazdy, ale już sam ich widok wyzwala więcej emocji niż jazda. Czy będzie odpowiedź na pytanie – „Dlaczego nie ma”?

Być może, na to jednak należy poczekać do ostatniej części zestawienia. Tymczasem zaczynamy od pojazdu, który nie jest szybki, ale ukrywa w sobie moc oraz długą historię. Zawsze w cieniu „H-D”, ale nie jest od niego gorszy (cokolwiek to ma znaczyć). Indian zajmuje miejsce 30. a tymczasem … zapraszam na kolejną część zestawienia.

30. Indian Scout – wielki motocykl, ciężka maszyna z wielkim silnikiem. Moc? Nie, zamiast niej jest moment obrotowy kopiący kierowcę po „czterech literach”. Indian to szerokie opony, wielka kierownica i wrażenie solidności. Wymaga mocnej ręki, pewnego prowadzenia i spokoju. Inaczej poniesie gdzie chce i nic go nie zatrzyma. Hamulce ma słabe.

29. Daewoo Tico – tutaj? Tak, gdyż Tico ma wiele wad, ale również wiele zalet. Prowadzi się lekko, ma dynamiczny silnik i dużo miejsca w środku. W nim wszystko jest takie … dziecięce, tanie i niedoskonałe. Jazda nim to dowód prawdziwej odwagi. Jazda Tico wyzwala pokłady radości zmieszane z obawą – nigdy nie było bezpieczne.

28. Suzuki Samuraj – słaby i powolny „wszędołaz”. Żadnego wspomagania i „luksusów”. Wąskie fotele, zero osiągów i zawieszenie jak u bryczki konnej. To nic. Samuraj to generator radości. Pojedziemy nim na piachu, w błocie i z łatwością zaparkujemy. Niestety, podczas jazdy pojazd wytrzęsie z nas cały tłuszcz. To najlepszy środek odchudzający.

27. Mercedes W126 – luksusowy niemiecki krążownik. Daje poczucie solidności. Mercedes to duże fotele, przestronne wnętrze, duży silnik i jakość połączona z solidnością. W126 trzeba się przejechać – gwarantuje spokój, wygodę i klimat salonu zamknięty w stylowym nadwoziu. Prowadzi się jak rydwan a jego woźnica ma do dyspozycji dużą kierownicę.

26. Bizon Z056 – wspomnienie dziecięcych lat. Pojazd rolniczy – wielki i powolny, ale przed hederem (walcem tnącym) uciekają nawet ciężarówki. Bizon bez kabiny to pojazd dający poczucie wolności i absolutnego panowania na drodze. Żadnych luksusów, ale prowadzenie jest łatwe a zwrotność wybitna. Dla niego warto czasem wyjechać na wieś.

25. Star 660 – terenowa ciężarówka, która przejedzie wszędzie. Do tego kabriolet z opuszczaną przednią szybą i „kurołapami”. To w 100% polska konstrukcja i patriotyzm nakazuje aby zdobyć nim nowe tereny. Tak – do jego prowadzenia potrzeba siły, trudno zająć miejsce, dźwięk silnika bywa nieznośny a muchy wpadające w zęby to żadna atrakcja. Unimog może się schować.

24. Bentley Blower – ekspresowa lokomotywa. Maszyna, która wymaga od kierowcy siły i uwagi (kierownica jest duża). Ma prawdziwą, niczym nieskrępowaną moc. Poraża luksusem i osiągi – rozpędza się powoli, ale jazda ponad 200 km/h konstrukcją liczącą sobie ponad 80 lat to wyzwanie, podobnie jak widowiskowy drift, który ten Bentley potrafi.

23. Ferrari Testarossa – czerwona żaluzja, niska pozycja za kierownicą i ryk V12 za plecami. To Ferrari nie próbuje być limuzyną. Fotele są wąskie, widoczność z „tych” wyczynowych a jakość nie jest „niemiecka”. Te wady nie przysłonią prowadzenia – to dzika bestia, trudna w prowadzeniu i nieprzewidywalna. Po prostu trzeba to zrobić.

22. Honda CRX – przedni napęd, lekka karoseria i mocny silnik. CRX to pojazd dla nastolatka – mały, ciasny i szybki. To drogowy eliksir młodości – nabiera prędkości w szalonym tempie, pozwala skupić się na tym co najważniejsze (brak luksusów) i pozwala drażnić na światłach droższe sportowe modele. Jazda CRX-em jest jak powrót do młodości.

Podobne teksty:  Pie....., nie kupię

21. Vespa – dźwięk dwusuwa, stylowe lusterko i owiewki jak przed 70 laty. Vespa jest niezmienna. Nie zapewnia luksusów – jeździ się w pozycji wyprostowanej, siedzisko nie jest wyprofilowane a sprawność napędu nie jest zgodna z duchem XXI wieku. Vespa to duch Włoch zamknięty w maszynie. Trzeba spróbować, bez względu na konsekwencje.

Co dalej? Vespa to ostatni z pojazdów „raczej zwykłych”. Na kolejnych miejscach pojazdy, które porażają swoimi rozmiarami, osiągami, są niebezpieczne, trudne w prowadzeniu i przede wszystkim zapisały się w historii motoryzacji jako te, które przyczyniły się do wielu wypadków z wiadomym skutkiem. Dlaczego właśnie takie? Są częścią historii motoryzacji. Pamiątką po czasach, kiedy bezpieczeństwo nie było priorytetem. Co na 20-tej pozycji?

Szaleństwo – dozowane jak kroplówka lub jak … fala tsunami. Im bliżej końca, tym bardziej nieoczywiste „typy”. Jedne są trudne w prowadzeniu, inne niebezpieczne a jeszcze inne tak „dziwne”, że trudno pojąć jak się „tym” jeździ. Wydają z siebie piekielne jęki, słupy dymu lub ognia. Są szybsze od startującego samolotu. Bywają śmiertelnie niebezpieczne. Od czego zacząć? Na 20. miejscu samochód, który szalony staje się w rękach niewprawnego kierowcy. We wprawnych potrafi prowadzić się neutralnie. Dlaczego tak wysoko? BMW ma dwie twarze, tymczasem wiele przedstawionych modeli niczego nie ukrywa.

20. BMW E30 – to najlepsze BMW za rozsądne pieniądze. Tylny napęd, lekkość oraz doskonałe prowadzenie. Prowadzi się tak jak … należy spodziewać się po BMW. Siedzi się nisko, widoczność jest doskonała, słychać rzędową „szóstkę”. Warto używać lusterek. Ma sprawne kierunkowskazy.

19. Vanderbrik Carver – trójkołowiec z uchylną kabiną i motocyklowym silnikiem. Jeździ jak motocykl, chroni jak samochód. Wychyla się na zakrętach. Ciasne i wysokie nadwozie mieści dwie osoby. Ma „prawdziwą” kierownicę i pasy bezpieczeństwa. Jazda nim przypomina jazdę na karuzeli – „raz w lewo, raz w prawo”.

18. Lamborghini Countach – „leżanka” napędzana silnikiem V12. Pozycja za kierownicą jak u dentysty, szerokie fotele, niskie szyby a do tego zerowa widoczność do tyłu. Szeroki przód utrudnia zajmowanie miejsca. Dzielona boczna szyba ogranicza przepływ powietrza. Ogumienie – „15-tki” o wysokim profilu chronią kręgosłup przed skutkami złej nawierzchni.

17. Dragster Top Fuel – bez modelu i marki (każdy przygotowany jest według specyfikacji). To kilka tysięcy KM, spartański fotel i podróż trwająca kilka sekund. Wrażenia bezcenne – przeciążenia odwracają organy wewnętrzne a prowadzenie ogranicza się do utrzymania prostego toru jazdy. Pilot myśliwca będzie zaskoczony przyspieszeniem.

16. Auto – Union typ D – wyścigówka z lat 30-tych to zero wygód. Wnętrze to sama blacha. Jazda wyścigówką klasy GP z tego okresu to niesamowite doświadczenie jazdy potęgowane brakiem mocnych hamulców, wspomagania kierownicy i przyspieszenia jak w dzisiejszym samochodzie z mocnym dieslem. Tu każdy manewr może być ostatnim.

15. Mercedes Colani – siedzisz na środku kabiny, przed sobą masz kilka zegarów, szybę w kształcie koła i wirnik czyszczący szybę. Widzisz wszystko, ale po za tym to nic niezwykłego. Jazda jest jak zwykłą ciężarówką. W tym przypadku liczy się forma zewnętrzna, którą podziwiają inni. Kierowca raczej będzie znudzony.

14. Fiat Mefistofeles – Fiat prosto z piekła. Widoczność? Nawet do przodu niewiele widać. Przed tobą wielki silnik, słyszysz ogromny huk i siedzisz na blaszanym stołku obitym cienką warstwą materiału. Rura wydechowa pod łokciem to pewne poparzenie. Nie hamuje, ale powoli zwalnia. To doświadczenie z gatunku „motoryzacyjnego sado-maso”.

13. Sentinel Steam Truck – na zewnątrz ciężarówka, w środku lokomotywa. Maszyna parowa syczy, z komina wydobywa się czarna chmura. Sentinel rozpędza się powoli, ale równie trudno go zatrzymać. Z wnętrza doskonała widoczność. Obsługa kotła wymaga obecności drugiej osoby. Jazda nim to spełnienie marzeń o prowadzeniu lokomotywy. Tyle, że na drodze.

12. Duesenberg SSJ – czym jest? To połączenie luksusowej limuzyny i wyścigówki. Siedzisz wysoko, przed sobą masz wielkie koło kierownicy i kilka zegarów. Słyszysz 400 KM (bulgot silnika i świst sprężarki), które rozpędzają się wolno, ale przyspieszanie nie ma końca. Przedwojenny mistrz prostej, nie zakrętu o czym warto pamiętać.

11. Lancia Stratos – silnik od Ferrari, nadwozie rozmiaru karta i lekkość. Stratos prowadzi się bokiem. Prowadzi się sam, gdyż trudno utrzymać go na właściwym torze. W środku ciasnota, słaba widoczność i poczucie, że w każdej chwili można przenieść się do św. Piotra. „Królowa rajdów” jest tylko jedna.

Dlaczego? Stratos być może wygląda niewinnie, ale to diabelska maszyna prosto z piekła. Trudno ją ujarzmić. Jest stabilna przy niskich prędkościach, ale każde nagłe przyspieszenie to wyzwanie dla koordynacji kierowcy. Wsadzić silnik Ferrari do nadwozia o długości pierwszego Fiata Punto, umieścić go przed tylną osią i i tym samym przenieść masę do tyłu pozbawiając pojazd stabilności? Trzeba być szalonym. Konstrukcja miała być dostosowana wyłącznie do potrzeb sportu, ale potrzeby homologacyjne wymagały produkcji serii przeznaczonej dla zwykłego klienta. Dzięki temu można było nabyć to dzieło włoskiej inżynierii.

Lancia Stratos to wstęp do pierwszej „dziesiątki”, w której znajdą się najbardziej wyjątkowe (pod wieloma względami) pojazdy, którymi warto przejechać się w życiu. Czy wygra Ferrari? Kiedyś podczas testów zabytkowego Ferrari 250 GTO uznano, że nie ma żadnej podobnej konstrukcji, która zasługiwałaby na 1. miejsce w podobnym zestawieniu. Fakt, jest wyjątkowe, ale nie zapewnia wrażeń z jazdy porównywalnych z wozidłem, pojazdem o napędzie turbinowym, hybrydą samolotu i samochodu czy innymi „wynalazkami”, które z pewnością znajdą się na pierwszych miejscach tego zestawienia.

10. Biełaz 75710 – największe wozidło przeznaczone dla kopalni. Siedzisz 8 metrów na nawierzchnią, do środka wspinasz się po drabinie i zasiadasz za kierownicą pojazdu o DMC równym 810 ton. Dzięki wspomaganiu mechanizmów prowadzi się łatwo, ale nie jest dopuszczona do ruchu po drogach publicznych. Zajmowałaby dwa pasy. Czujesz się jak „Panisko”.

9. Amphicar 770 – łódź i kabriolet w jednym. Prowadzi się jak „zwykły” samochód, nawet w wodzie skręca przednimi kołami. Silnik o mocy 43 KM rozpędza pojazd na lądzie do 110 km/h. Żadnych atrakcji? Już sam moment wjazdu do wody i włączenie śruby pozwala na zwrócenie uwagi plażowiczów. W tym czasie inni dopiero odpinają przyczepę z łodzią.

Podobne teksty:  Czy stać Ciebie na ..., #1 - Ferrari

8. Citroen B2 Kegresse – tani i zwykły Citroen wyposażony w wynalazek opiekuna carskich garaży. Prowadzenie pojazdu z mieszanym przekazywaniem napędu dopiero w terenie jest odczuwalne. Siedzisz wysoko, masz złożony dach, słyszysz tylko silnik oraz hałas z mechanizmu ukrytego pod tylnym błotnikiem. Wjeżdżasz na pole i nic ciebie nie zatrzyma.

7. Aerocar – jedziesz i lecisz. Prowadzi się jak mikrosamochód, ale ciągnie za sobą przyczepę ze skrzydłami. Licencja pilota to wymóg aby zjechać tam gdzie kończy się droga i lecieć. Lecisz – omijasz korki, nie musisz trzymać się swojego pasa. Czujesz wolność, masz poczucie wyższości. Problemy kierowców przestają Ciebie obchodzić. Jest jeszcze góra i dół.

6. Tumbler – sportowy czołg z niezależnymi przednimi kołami (trudno o lepsze określenie). Waży 2,3 tony i setkę osiąga w 6 sekund. Prowadzi się jak … krzyżówka motocykla z muscle-car. Siedzisz nisko, przed sobą masz przyciski na każdy problem. Nikt nie widzi kto prowadzi i nikt nie może Ciebie zatrzymać. Takich emocji nie zagwarantuje żaden inny pojazd filmowy.

5. MTT Y2K – motocykl z napędem prosto ze (zużytego) śmigłowca. Siedzisz okrakiem na długim motocyklu, Pod tobą turbina o mocy 320 KM. Słyszysz jej świst. Każde odkręcenie gazu wystrzeliwuje Ciebie i pojazd w nieznanym kierunku. Utrzymanie toru jazdy jest trudne, wymaga nauczenia się dozowania mocy. Jazda nim to jazda na krawędzi.

4. Ferrari 250 GTO – V12 „Colombo”, czerwony kolor i kobiece kształty. Wnętrze nie jest obszerne, ale widoczność zaskakująco dobra. To Ferrari jest lekkie. Kierowca nie ma żadnych udogodnień. Podczas jazdy słychać niepowtarzalny dźwięk silnika. Kierowca ma poczucie obcowania z czymś wyjątkowym – złożonym ręcznie. Niedoskonałym a jednocześnie pięknym.

3. Chrysler Turbine Car – z pozoru zwykłe coupe. Samochód rodzinny z napędem turbinowym. Pakujesz rodzinę, uruchamiasz turbinę i jedziesz. Masz przed sobą panoramiczną szybę, wielką kierownicę, duże zegary i pełną „elektrykę”. Pomimo tego czujesz, że prowadzisz samolot – słychać głośny świst, siedzisz na wygodnym fotelu. Czujesz się wyjątkowo – Ty i Twoja rodzina.

2. Bugatti typ 41 – wielka, droga limuzyna z ogromnym silnikiem. Jak to jeździ? Ma wielkie koła, silnik o poj. 12 dm3, gigantyczny promień skrętu. Prowadząc ten wielki pojazd ma się wrażenie panowania nad światem. Szofer dla niego jest tym, czym Albert dla Buce Wayna. Bugatti jest posłuszne, prowadzi się jak okręt i trudno je wyprowadzić z równowagi,

Co na „Pierwszym”?

Trudno jest wybrać pojazd, który zapewnia wszystkie emocje jednocześnie. Na szczęście są takie konstrukcje, które zapewniają moc wrażeń, ale jedno po drugim. Żeby poznać technikę jazdy Tatrą, trzeba zrozumieć filozofię projektowania Hansa Ledwinki. Zawdzięczamy jemu m.in. kształt Volkswagena. To właśnie Tatra 77 zajmuje 1. miejsce.

1. Tatra Typ 77 – fatalny rozkład mas, aerodynamiczna karoseria, wojenne „zasługi”. Tatra rozpędza się wolno, do tyłu nic nie widać. Siedzi się  z nogami na długości przedniej osi. Wokół luksus i widmo katastrofy. Na szybkim łuku ciężki tył wyprzedza przód. Na wolnym prowadzi się neutralnie. Potrafi zaskoczyć, potrafi wyzwolić z człowieka jego pragnienia. Choć jest limuzyną, każdy chce siedzieć za kierownicą. Tatra to pojazd piękny i niebezpieczny, ale dzięki temu kierowca może się wykazać swoimi umiejętnościami.

Dlaczego taki wybór?

Tatra to połączenie geniuszu, szaleństwa, sportu i luksusu. Jest dziwna – patrząc na konkurencję z tamtych lat. Choć … w zasadzie Tatra nie ma konkurencji. Jest wystarczająco szybka i niesamowicie skuteczna aby stać się „nazistowską legendą”. To tak jakby w jedno połączyć Horcha, VW i Auto-Uniona. Jazda „77-mką” jest jak próba spełnienia obietnicy danej osobie, która ciągle zmienia zdanie. Tatra ze statecznej limuzyny potrafi zamienić się w wyścigówkę. To nic, że do tyłu nic nie widać. Ważne, że do przodu widać wszystko. Prowadzenie Tatry jest jak niespodzianka. Gdy inni pokazują co można się po nich spodziewać, Tatra to ukrywa. To nic, że nie rozpędza się jak nowoczesna wyścigówka.

Tatra ma do zaoferowania więcej niż Porsche, Ferrari czy Bugatti. Jest samochodem na co dzień a przy tym ma cechy wielu pojazdów sportowych. W zestawieniu może się znaleźć każda Tatra, ale ta zyskuje na szczególne miejsce. Późniejsze modele był bardziej … hmm, grzeczne. Ich prowadzeniu towarzyszył większy spokój. Tymczasem „77-mka” nie była tak doskonała technicznie jak następcy. To ona zapoczątkowała serię. Prowadząc  Tatrę można śmiać się, wystraszyć, uspokoić i poczuć się „kimś ważnym”. Tatra 77  nie jest nowością, zatem prowadząc ją można ustrzec się błędów nazistowskich generałów. Trzeba ją zrozumieć – jaka jest i dlaczego jest taka a nie inna. Wtedy strach za jej kierownicą będzie nam obcy.

Podsumowanie

Każdy pojazd jest wyjątkowy na swój sposób. Prowadzenie każdego z w/w „50-tki” jest wyjątkowe. Jedne są szybkie, drugie powolne. Jedne małe, drugie rozmiarów kamienicy. Każdy oferuje kierowcy „coś” zupełnie innego. Co? Radość, spokój, szaleństwo, grozę, prestiż, ego – do wyboru. Mówi się, że „życie trzeba brać pełnymi garściami”. To prawda. W motoryzacji oznacza to doświadczenie każdego rodzaju motoryzacji – bez wyjątku. Tylko tak można poznać czym była motoryzacja w XX i XXI wieku. Jeżeli zaznamy przyjemności prowadzenia choć dziesięciu z nich, wtedy dowiemy się czym jest motoryzacja i co nam daje. Motoryzacja to przede wszystkim różnorodność i radość odkrywania. To towarzyszyło pierwszym konstruktorom.

Jakie są szanse, że przejedziemy się „10-tką” z tego zestawienia? Raczej niewielkie, ale jest wiele podobnych konstrukcji. Są tańsze i bardziej dostępne. Dzięki nim również odkryjemy wiele uczuć, o których być może jeszcze nie wiedzieliśmy. Prowadzenie samochodu jest jak podróż, której celem jest poznanie siebie. Na koniec taka „mała prywata”. Dla piszącego te słowa pojazdem, który mógłby zastąpić Tatrę w tym zestawieniu jest Rolls-Royce Phantom Coupe. Jak się nim jeździ? Jak „sportowym pałacem” – czujesz się jak szlachetnie urodzony olimpijczyk. Rolls w tej formie daje radość, zmusza do pokory, ale jednocześnie daje sygnał, że jesteś ważny. Wkrótce zamierzam przekonać się o tym.

Visited 14 times, 1 visit(s) today