Transport chorych i rannych w XXI wieku jest możliwy na wiele sposobów – specjalnie przygotowanym furgonem, śmigłowcem i samolotem. W historii polskiej motoryzacji jako pojazd ratunkowy miał być wykorzystywany Autosan H9 a radzieckich sekretarzy do szpitala odwoziły specjalnie przygotowane osobowe ZiŁ-y. Historia transportu ratunkowego jest tak stara jak pierwszych pojazdów. Zaczyna się od użycia konia jako „napędu” i wozów, którymi transportowano żołnierzy do punktów medycznych. Żołnierzy?
Tak, to właśnie wojnom zawdzięczamy rozwój pojazdów ratunkowych. Wozy medyczne dostępne dla mieszkańców miast pojawiły się w połowie XIX wieku. Pierwsze wprowadzono we Wiedniu. Na początku lat 90-tych XIX wieku wozy medyczne wprowadzono w Krakowie. 6 lat później w Warszawie zainicjowano pogotowie ratunkowe z kilkoma wozami. W 1899 roku w Łodzi powstała pierwsza stacja ratownictwa medycznego. Rola „kierowcy” takiego pojazdu nie różniła się od pracy woźnicy. Lekarz również nie mógł skutecznie ratować życia.
Ambulans konny na ulicach Warszawy

Źródło: wyborcza.pl
Ówczesny stan medycyny i techniki pozwalał zamontować na wozie jedynie nosze oraz półki z opatrunkami i pierwszymi lekami (Jodyną czy Aspiryną). Zespół ratowniczy otrzymywał wezwanie bezpośrednio. Dotarcie do chorego trwało czasem kilka godzin. W warunkach wiejskich szybkie uratowanie życia praktycznie nie było możliwe. Kiedy w polskich miastach zaczęto korzystać z powozów konnych, w USA na drogach Chicago pojawiły się … elektryczne karetki. Miały zasięg około 40 km i rozpędzały się do 10 mil na godzinę. Idealny zasięg, ale tylko do miasta.
Pierwsze pojazdy od początku przeznaczone jako karetki pogotowia a nie zmodernizowane pojazdy dostawcze czy osobowe są dziełem zakładu Jamesa Cunninghama z Nowego Jorku. Ich produkcję rozpoczęto w 1909 roku. W odróżnieniu od pojazdów elektrycznych, pojazdy Cunninghama były wyposażone w silniki spalinowe. Był to czas kiedy znaczna część lekarzy była w posiadaniu własnych automobili zatem w wielu stacjach ratownictwa medycznego lekarz zaczął być jednocześnie szoferem. Jak wyglądał transport chorego do szpitala? Zacznijmy od dróg?
Polne, szutrowe na wsi, utwardzone tylko w miastach. Karetka była pojazdem wolnym, hałaśliwym i nie posiadała skutecznej amortyzacji. O jej zbliżaniu informował dźwięk dzwonka lub klaksonu. Sterylne warunki? Zapomnijcie. Środkiem dezynfekcyjnym był wtedy jedynie alkohol. Było ciasno, ciemno i zwykle chłodno – zaadaptowany przedział ładunkowy nie posiadał ogrzewania. Chory lub poszkodowany w wypadku po takiej „podróży” zwykle miał gorsze samopoczucie niż przed umieszczeniem go na noszach. Gdzie jechał lekarz? Jeżeli nie prowadził to miał równie spartańskie warunki.
Ambulans elektryczny z końca XIX wieku

Źródło: lisak.net.blog
Jednym z najważniejszych wynalazków, które zamontowano w karetce pogotowia był przenośny aparat rentgenowski. W czasie, gdy mężczyźni walczyli na froncie I Wojny Światowej to kobiety były jednocześnie kierowcami ambulansów i operatorkami aparatu, który udało się zmieścić w skrzynii ładunkowej ciężarówki. Na „pace” znajdowały się nosze, aparat, krzesło, podstawowe narzędzia chirurgiczne i lekarstwa. To był prawdziwy przełom. Doświadczenia z wojny przeniesiono do stacji ratownictwa. W karetkach pojawił się prąd, którym zasilano różne urządzenia.
Karetki Marii Curie-Skłodowskiej do zasilania aparatu rentgenowskiego wykorzystywały moc własnego silnika. Po wojnie rolę lekarzy pełnili również wyszkoleni sanitariusze. Obecność lekarza była ograniczona do obecności w budynku stacji ratownictwa. Sanitariusz potrafił unieruchomić złamana kończynę, zatamować krwotok i był na tyle silny aby ułożyć poszkodowanego na noszach. W karetce jeszcze nie było tlenu, EKG czy współczesnych Nam urządzeń. Te pojawiły się dopiero w latach 50-tych. Był już za to telefon. Na początku lat 20-tych działały już pierwsze dyspozytornie.
Nie było jeszcze ujednoliconych numerów alarmowych. Na pogotowie dzwoniło się jak na „zwykły” numer telefonu. Ambulans szybko wyjeżdżał, ale prędkości jazdy nie były znaczne. Około 30 km/h to był szczyt możliwości ówczesnego ambulansu. Samoloty były szybsze, ale wynalazek pogotowia lotniczego nie był powszechny w Europie. Sprawdził się w Australii. Za jego powstanie i rozwój odpowiadał Clifford Peel – Żołnierz, lotnik i twórca Royal Flying Doctor Service. Ten kosztowny pomysł doskonale sprawdził się w trudno dostępnych miejscowościach na kontynencie.
Latający ambulans (zdjęcie z końca lat 20-tych)

Źródło: domena publiczna
Jakiego koloru były samoloty ratownicze? Różnego. Nie było jednego wzoru malowania. W przypadku karetek zwykle były ciemnego koloru i miały namalowany symbol krzyża w różnej formie. Zwykle był biały i umieszczony na bocznej ścianie nadwozia. Umieszczano napis „Ambulance” po jednej stronie pisany czytelnie a po drugiej jego lustrzane odbicie. Stało się to normą w latach 20-tych, kiedy ruch na ulicach był na tyle duży, że nietrudno było o wypadek. Kierowcy łatwiej dostrzegali ten napis w lusterkach swoich pojazdów. Wtedy pojawiło się „coś” jeszcze …
Wynalazek klaksonu był już na tyle dopracowany, że można było modulować dźwięki o różnej długości. Dzięki udoskonaleniu sygnałów dźwiękowych udało się zastąpić dzwonki nowoczesną syreną zasilaną prądem z prądnicy. Można było dostosować dźwięk i wzmocnić go tak aby był donośny, co sprawiało, że szybki przejazd do chorego lub do wypadku był bezpieczny. Na początku lat 30-tych powoli rezygnowano z używania pojazdów dostawczych ze skrzyniami na rzecz blaszanego nadwozia. Takie nadwozie lepiej izolowało hałas a ciepło z nagrzewnicy nie uciekało na zewnątrz.
W 1932 roku działalność rozpoczęła firma Webasto i szybko na rynku pojawiły się przenośne nagrzewnice, które wykorzystywało do pracy paliwo ze zbiornika. Patent Margaret Wilcox z 1893 roku, który wykorzystywał ciepło silnika do ogrzania nóg kierowcy w znaną nam formę ewoluował dopiero 40 lat po zgłoszeniu patentu. Ogrzewanie znacznie poprawiło komfort jazdy ambulansem, ale rozwój medycyny i techniki wciąż nie zapewniał odpowiedniej diagnostyki. Ta była przeprowadzana dopiero w szpitalu. Pod koniec lat 30-tych ambulans zaczął kurczyć się do rozmiaru pojazdu średniej klasy.
Ambulans na modelu Ford V8 z 1936 roku

Źródło: Pinterest
W tym czasie coraz popularniejsze stały się pojazdy budowane na podwoziu typowego kombi. Taki pojazd był bardziej stabilny podczas jazdy. Stał się szybszy i zużywał mniej paliwa niż starsze modele oparte na podwoziu pojazdu dostawczego czy autobusu. Jednym z ostatnich wynalazków, które wprowadzono do ambulansów w pierwszej połowie XX wieku był telefon. Był dopiero w fazie testów, był drogi, ale zapewniał łączność z dyspozytorem i z przyszłymi pacjentami. To był ważny krok w rozwoju ratownictwa medycznego. Następnym krokiem był rozwój elektroniki, ale to już inna historia …
