Od początku kinematografii nakręcenie scen z udziałem pojazdów w ruchu było wyzwaniem dla ekip filmowych. W pierwszym filmie z ruchomym pojazdem – „Wjazd pociągu na stację do La Ciotat” stało się jasne, że kinematograf może być narzędziem dokumentowania ruchu nie tylko człowieka, ale również maszyn. Początkowo ludzie uciekali z kina myśląc, że lokomotywa naprawdę wyjedzie zza białej płachty materiału, ale później przyzwyczaili się do widoku spalin i hałasu. Ludzie chcieli tempa i akcji – kino miało być rozrywką a nie tylko źródłem informacji.
W kinie było bezpiecznie – lokomotywa na ekranie nie wydzielała spalin i nie stwarzała żadnego zagrożenia. Podobnie pierwsze sfilmowane automobile, które można było podziwiać bez strachu, że wyjadą na widownię. Za pierwszy (a na pewno jeden z pierwszych) niemych filmów, w których nagrano pościg automobilem był „Runaway Match” z 1903 roku w reżyserii Alfa Collinsa. To zaledwie kilka krótkich ujęć i czas trwania – całe 4 minuty i 9 sekund nagrania. Cały film znajdziecie na popularnych portalach społecznościowych z filmami.
„Runaway Match” z 1903 roku
Źródło: Youtube
Jak kręcono ujęcia podczas filmowania pojazdów? Na początku XX wieku kamery były duże, ciężkie i trudne w transporcie. Kamera zwykle była mocowana do nieruchomego podłoża. Pojazd przejechał, wzbijał się kurz i po chwili znikał. Prosta kamera nie uchwyciła szczegółów. Uchwyciła jedynie prędkość pojazdu. Z dzisiejszej perspektywy nie było jakości. W zamian za to była nowość – dynamika obrazu przyciągała wzrok a widzowie coraz chętniej przychodzili do kina na tzw. „kino akcji”.
Problemem był brak dźwięku. Scenie pościgu towarzyszyło grające pianino. Im szybsza gonitwa, tym szybsze tempo muzyki. Tak było w przypadku kina slapstickowego. Było to połączenie komedii z kinem akcji. Buster Keaton, lokomotywa, Ford T, Flip i Flip – w tych filmach trudno było o zachowanie bezpieczeństwa. W zamian za to było zabójcze tempo i kręcenie kamerą przytwierdzoną do lawety lub drezyny. Czy w tych produkcjach brali udział kaskaderzy? Nie we wszystkich. W „Ryczącej Drodze” z 1919 roku było inaczej.
Sceny kaskaderskie wykonał kierowca wyścigowy Teddy Tetzlaff. Sceny pościgów po krętych drogach kręcono z użyciem lawet i stacjonarnych kamer umieszczonych wzdłuż drogi. Po kilku przejazdach należało wyjąć taśmę, dociąć wszystko i zmontować w jedną scenę. Zbliżenia na twarz kierowcy? Był problem, ale rozwiązano to za pomocą szerszego progu i kamery zamocowanej do drzwi. Proste? Nie, nawet w latach 20-tych XX wieku trudno było zamontować urządzenie ważące ponad 20 kg.
Flip, Flap i ich Ford T
Źródło: Youtube
W przypadku kina slapstickowego to aktorzy wykonywali niebezpieczne sceny. Fordy T wpadające jeden po drugim w przepaść? To nie było CGI. Naprawdę zniszczono wiele samochodów. Nie były to stare i zdezelowane modele, ale sprawne egzemplarze. Ważnym wynalazkiem była „Dolly” – statyw z regulacją, który pomógł filmować z bliska z różnych kątów. Pomimo innowacji, nadal trudno było sfilmować scenę, w której należało dokładnie zobaczyć twarz pasażerów. Tu pojawiła się koncepcja przewijanego tła i makiety.
Wynalazek stosowano już w filmach slapstickowych, ale to kino romantyczne przeniosło ten sposób filmowania w nowe czasy. W studiu formowano makietę pojazdu z prawdziwych części. Najczęściej wykorzystywano wnętrze pojazdu bez stałego dachu lub z wyjętą przednią szybą. Po bokach nadwozia umieszczano tło namalowane na płótnie i obrano je na rolkach. W latach 40-tych malowane tło zastąpiono rzucanym z filmowego rzutnika. Czy udało się ukryć taki sposób montażu? W wielu filmach z tamtego okresu można zauważyć niedostatki montażu.
Kilka lat później modne stało się wykorzystywanie makiet i figurek. Superman podczas lotu potrafił zamienić się w postać animowaną a po locie znowu trafiał do filmu z prawdziwymi aktorami. Samochody traciły skalę stając się modelami w skali nawet 1:80. Postęp w technice pozwalał na nakręcenie scen z większą ilością szczegółów i oszczędności. Zniszczenie zabawki było tańsze niż oryginału. Pamiętacie „Człowieka ze złotym pistoletem”? Tam AMC naprawdę wykonało beczkę nad zarwanym mostem, ale w montażu da się zauważyć korzystanie z modeli.
Kadr z filmu „Vertigo”

Źródło: IMCDb
Nie tylko Bondy korzystały w dobrodziejstwa makiet. Serial „Nieustraszony” jest pełen takich scen. Nawet twórcy „Power Rangers” korzystali z dobrodziejstwa samochodów wyprodukowanych przez Matchbox. Wcześniej Alfred Hitchcock wyniósł sceny samochodowe na nowy poziom. W każdym filmie Hitchcocka sceny samochodowe są kręcone z bliska – Madeleine i jej Jaguar jadący po ulicach San Francisco, zbliżenie na twarz jej i śledzącego ją Johna Fergusona to motyw pojawiający się w większości filmów mistrza kina.
W tym czasie „Dolly” potrafiła już zrobić dokładne zbliżenie z daleka. Można było z wieżowca filmować pojazdy jadące po ulicy. Obraz był coraz dokładniejszy. W czasie, gdy Lois Lane wypadła z okna, Kojak ze swojego biura mógł obserwować ruch na ulicy. W latach 70-tych alternatywą dla makiet stały się pierwsze animacje komputerowe. Nie były doskonałe, ale „Tron” pokazał, że zamiast kreskówek, modeli i kamer można użyć komputera. Światłocykl nie był nakręcony kamerą. Nie było go. Było kilka animowanych kresek w programie komputerowym.
Od tego momentu komputery coraz częściej wykorzystywano do produkcji filmowej. Były jednak produkcje, w których pomoc komputerów ograniczano do minimum. Zamiast tego korzystano z replik pojazdów. Najlepszy przykład? Opel Calibra, który udawał, że jest Mercedesem CLK. Ten pomysł wykorzystano w wielu scenach akcji. Naprawianie starego Opla było tańsze niż niszczenie nowego Mercedesa. Nie był to odosobniony przypadek. Koenigsegg z filmu „Need for speed” tylko karoserią przypominał oryginał.
Opel jako Mercedes

Źródło: Reddit
Miniaturyzacja w latach 90-tych sprawiła, że zrezygnowano ze scen kręconych w studiu. Zamiast tego wykorzystywano coraz mniejsze kamery umieszczone we wnętrzu pojazdu. W ten sposób dawne rzemiosło zamieniono „zwykłą pracę”. Dlaczego? Rozwój techniki i cięcie kosztów. Dziś taniej jest zaprojektować animację niż zniszczyć i zmontować ujęcia w scenę, którą będą podziwiać widzowie. Tymczasem warto zobaczyć jak kiedyś kręcono te sceny. Można zauważyć oczywiste wpadki montażowe, ale to ciekawy sposób na spędzenie w domu zimowego wieczoru.
