Taksówki z Bombaju

przez | 1 grudnia, 2024

Jak prezentują się taksówki w Nowym Jorku lub Londynie? Nietrudno zgadnąć, ale czym wozi się mieszkańców Delhi? Nie są to duże limuzyny, ani przestronne furgonetki (jak na dużych obszarach Azji) a małe trójkołowce, które z łatwością przemykają wąskimi, zatłoczonymi ulicami. Historia tych niezwykłych maszyn sięga połowy lat 40-tych, kiedy to Bajaj Trading Ltd. rozpoczęło swoją działalność. Firma, znana obecnie jako Bajaj, w 1961 roku kupiła od włoskiego Piaggio licencję na wytwarzanie trójkołowców wyposażonych w motocyklowe silniki.

Do tego momentu włoskie trójkołowce były znane głównie jako lekkie pojazdy dostawcze. Ładowność wynosząca około 300 kg pozwalała przewieść towary o masie trzech osób i ich bagażu. Pierwsze, co Bajaj zrobił po zakupieniu licencji, to stworzenie nowej zabudowy odpowiedniej do przewożenia ludzi i ich bagaży. Taka zabudowa była już dostępna – oferowało ją m.in. przedwojenne Tempo, na które pod koniec lat 40-tych Hindusi kupowali licencje. Jednak Hindusi nie byliby sobą, gdyby nie ozdobili nowej konstrukcji na swój charakterystyczny sposób.

Dlaczego? Nieodłącznym atrybutem tej konstrukcji było wykończenie materiałami zaopatrzonymi we frędzle oraz cekiny, które miały świadczyć o bogactwie, szczęściu i pomyślności (to dla Hindusów bardzo ważne). Inwencja „taksiarzy” była nieograniczona, co przełożyło się na ożywienie krajobrazu zaniedbanych ulic. Małe, bardzo zwrotne trójkołowce szybko się tam zadomowiły a ich liczba stale rosła dorównując a z czasem przewyższając ilość samochodów, z Hindustanem na czele. Pojazd potocznie nazwano „Tuk-Tuk” a nazwa pochodziła od … dźwięku silnika.

Bajaj – typowy indyjski „Tuk-Tuk”

Źródło: India Today

Konstrukcja nadwozia pierwszych trójkołowych taksówek była osadzona na prowizorycznej ramie. Zawieszenie również było proste – przednie pochodziło ze skuterów i nie posiadało amortyzacji, tylne to prosta belka oraz resory piórowe. Komfortu jazdy nie było, ale było tanio, co zadecydowało o popularności tego typu konstrukcji. Poza ekonomią, którą gwarantował motocyklowy napęd zauważono jeszcze jedną zaletę – zwrotność potrzebną na wąskich, zatłoczonych ulicach. Drogi w najważniejszych indyjskich miastach były wąskie i zatłoczone.

Podobne teksty:  Avanti - niezwykłe dzieło Raymonda Loewiego

Przez wiele lat do oświetlenia przodu pojazdu służył tylko jeden centralny reflektor. Tylne oświetlenie było bardzo słabe a jego działanie – hipotetyczne. Oprzyrządowanie pojazdu również było skromne. Wykorzystano zegary oraz kontrolki ze skutera. Do zmiany kierunku jazdy służy prosta, standardowa kierownica – dokładnie taka sama jak w skuterze. Wspomaganie? Niepotrzebne. Przednia szyba i wycieraczka były niezbędne, gdyż ulice indyjskiej metropolii do czystych nigdy nie należały, głównie za sprawą „świętych krów”.

Podwozie nowoczesnego „Tuk-Tuka” (hybryda na gaz
z nowoczesnym zawieszeniem)

Źródło: YouTube

Pod koniec lat 60-tych moda na trójkołowe taksówki przeniosła się do Tajlandii, Wietnamu oraz innych krajów azjatyckich i na większość  wysp na Pacyfiku. Podobnie jak w Indiach, również tam przyozdabiano je w kiczowate drobiazgi, jednak tajlandzkie taksówki przeszły większą ewolucję, szczególnie w kwestii osiągów – o tym jednak nieco później. Klasyczny Bajaj zmienił się tylko nieznacznie. Nadwozie nadal przypomina modele Piaggio z końca lat 50-tych a technika zmieniła się tylko kosmetycznie. Dzięki temu do naprawy nie potrzeba doktoratu z budowy maszyn ani usług informatyka.

Zasadnicza budowa tego typu pojazdów nie zmieniła się. Z przodu nadal jest jedno koło, z tyłu dwa. Napęd z motocyklowego silnika przenoszony jest na tylną oś. Moce silników sięgają najwyżej 15 KM, co z reguły i tak wystarcza do szybkiego przemieszczania się ruchliwymi ulicami. Takie motoriksze osiągają prędkości rzędu 70 – 80 km/h. Montowane w Tajlandii taksówki mają większe silniki o mocach nawet 60 KM dzięki czemu lekkie, ważące około 400 kg, pojazdy mają doskonałe (wręcz wyczynowe) przyspieszenia.

Zespół napędowy nowoczesnego indyjskiego „Tuk-Tuka” składa się z silnika skutera lub motocyklowego, który często zasilany jest gazem ziemnym oraz z silnika elektrycznego i baterii ukrytej pod siedzeniem kierowcy. Taka konfiguracja pozwala ograniczyć koszty przejazdu oraz przyczynia się do poprawy stanu środowiska, o które w Indiach zwyczajnie się nie dba. Nowoczesny „Tuk-Tuk” zużywa około 3-4 litry benzyny na 100 km lub 1-1,5 kg gazu ziemnego. Zestaw baterii oraz silnik elektryczny nie są w stanie samodzielnie napędzać tego pojazdu.

Podobne teksty:  Cotal - magnetyzm i luksus

Zespół napędowy współczesnego „Tuk-Tuka”

Źródło: alibaba.com

Jedno, co się do dziś nie zmieniło, to lekkie nadwozie kryjące miejsce dla kierowcy oraz wąska, zadaszona (lub też nie) ławka dla pasażerów. Indyjska taksówka, w przeciwieństwie do tajlandzkiej, nie ma dodatkowego siedzenia obok kierowcy. Blaszaną karoserię zastąpiło nadwozie wykonane z tworzyw sztucznych – lżejsze, ale lepiej chroniące przed skutkami podmuchów wiatru lub deszczu.  Na rynku są gotowe zestawy, które zawierają nawet 4 drzwi, dach oraz tylną klapę dzięki czemu pojazd przypomina nowoczesny mikrosamochód.

Pomimo wielu ulepszeń komfort jazdy nadal jest znikomy – dawniej ograniczała go sztywna tylna oś. Dziś, choć nastąpiła poprawa, ze względu na małe koła taksówka na nierównościach podskakuje jak piłka a brak pasów bezpieczeństwa powoduje, że pasażerowie mogą szybko opuścić pojazd bez wiedzy kierującego. Jak prowadzi się taki trójkołowiec? Słabo, gdyż pojazd nie jest stabilny przy dużych prędkościach a na szybko pokonywanych łukach łatwo o wywrotkę. Wie to każdy, kto choć raz oglądał „Ośmiorniczkę” i scenę, gdy Bonda ścigają zbiry.

W Europie pomysł się nie przyjął, gdyż pojazd nie jest wystarczająco bezpieczny i w zasadzie trudno zakwalifikować go do jakiejkolwiek kategorii. W krajach, gdzie nawet zapinanie pasów nie jest obowiązkowe mogą być użytkowane przez długie lata, ale na drogach (mającej „bzika” na punkcie bezpieczeństwa) Europy już nie. Tym małym pojazdom trudno odmówić uroku, gdyż są symbolem tamtych kultur i na trwałe wrosły w tamtejszy krajobraz. Nam pozostaje pancerny „budyń na szerokich listwach”, czyli Mercedes W124. Też ma swój urok.

Visited 19 times, 1 visit(s) today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *