{Dziś dużo prywaty i samouwielbienia…}
Kilka dni temu zapomniałem o pewnej ważnej rocznicy. Ślubu? Nie, to była rocznica publikacji pierwszego wpisu. Dokładnie 11 kwietnia minęło 9 lat od publikacji pierwszego wpisu. Szmat czasu – głupie to powiedzenie, ale doskonale opisuje proces tworzenia tekstów. W przeliczeniu na godziny to często całe ferie i wakacje, podczas których zamiast cieszyć się spokojem w zaciszu powstawały kolejne linie tekstu. Często słyszałem pytanie – co on robi na tej górze?
A „ON” pisał. Napisałem nawet książkę, kilka artykułów do czasopism, kilka tekstów na portale internetowe. Nie napisałem recenzji innych książek. Nie dlatego, że nie chciałem, ale po prostu musiałbym napisać, że są „słabe”. Tylko takie trafiały mi w ręce. Tak, wiem, że na rynku wydawniczym są książki lepsze od mojej i mogę je polecić, ale nie każdy amerykański przedruk potrafi przyciągnąć uwagę Czytelnika. Tych po prostu nie lubię.
Przez 9 lat były różne współprace – udane i nie. To uczy żeby sprawdzać każdą firmę i dlatego dziś jestem ostrożny i tanio skóry nie sprzedam. Być może dlatego mam opinię osoby niedostępnej. To ten trzeci rodzaj prawdy. Nauczyłem się wyceniać swoją pracę nad odpowiednim poziomie. Chcesz taniej? Są inni. Autorki z giełdy zleceń potrafią za kartkę tekstu brać poniżej 100 zł. Niech biorą, ale nie każdy klient chce przepisaną Wikipedię.
Czego chcą osoby, które chcą moich tekstów? Oczywiście #DNAmarki. Od początku tego cyklu teksty o psychologii marki trafiły na strony internetowe kilku znanych sprzedawców pojazdów. Do dziś przyciągają klientów a przecież minęło już kilka lat. Muszą podobać się skoro nadal przyciągają klientów. Jest ich mało gdyż żeby napisać te kilkadziesiąt zdań trzeba przeczytać czasem kilkadziesiąt stron a nawet przejechać się kilkoma modelami.
Co? Tak, dobrze czytacie. I tu pojawia się pytanie o kanał z testami nowych pojazdów. Problem w tym, że od początku miałem pisać o pojazdach zabytkowych i motoryzacyjnych dziwactwie. Jak nie to to w takim razie testy starych modeli, ale jak napisał pewien stalker – „nie mam o niczym pojęcia i w życiu nie zobaczę pojazdu zabytkowego”. Czy mam stalkera wyprowadzić z obłędu? Mogę to zrobić, ale gorszą karą jest utrzymywanie go w jego własnym obłędzie.
Testujących jest wielu, ale kto za kilka lat będzie pamiętał o pojazdach, których już nie ma? Pojazdów z końca XIX i początku XX wieku z milionów zostały setki. Jeżeli nie będą odkrywane na nowo to z czasem wyginą i nikt nie będzie o nich pamiętał. Kolejny videotest Garbusa na pewno nie przyczyni się do przypomnienia sobie o konstrukcjach montowanych przez amatorów w drewnianych szopach. Co jest ważniejsze? Dla mnie to drugie.
„Historia …” to bardziej nauka niż rozrywka. Nauka na błędach. Tych było wiele, ale z czasem historyk nauczył się techniki. Czy wszystko wiem? Nie, wzorem Japończyków hołduję idei „ciągłego doskonalenia”. Nigdy nie można być najlepszym, ale warto dążyć do pewnego wzorca, który sobie można obrać. Dla piszącego te słowa takim wzorcem był Witold Rychter – człowiek o bogatym życiorysie, który zarażał swoją pasją wiele pokoleń.
9 rocznica? To już poważny staż. Większość rezygnuje po 2-3 latach, tymczasem jest jeszcze wiele nieopisanych historii, które czekają na publikację. Powstają nowe, stare są uzupełniane a całość mogłaby zostać wykorzystana w przynajmniej 4 kolejnych książkach. Czy te powstaną? Przyjdzie czas, będzie rada. Tak, wszystko co dobre wymaga czasu podobnie jak dodruk pierwszej książki. Sam na niego czekam z niecierpliwością.
Mijające 9 lat to jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy, okres w życiu. Coś, co powstało jako „powikłanie” po latach depresji i braku zadowolenia z życia jest dziś sposobem na ciekawe życie. Jak to możliwe? To stało się samo. Wystarczyło poświęcić czas. Nie należało oczekiwać „cudów”, ale pozwolić aby wszystko rozwijało się we właściwym sobie tempie. Dziś z moich publikacji uczą się studenci. To bardzo ciekawe doświadczenie cenniejsze niż pieniądze.
Tak, są rzeczy cenniejsze niż lajki, subskrypcje i monetyzacje. Najcenniejsza jest świadomość tego, że to co robimy przynosi nam nie tylko pieniądz, ale również satysfakcję. Są ludzie, którzy pracują całe życie w zawodzie, który jest dochodowy, ale nic nie wnosi do ich życia. Mnie rozpoczęcie przygody z pisaniem pozwoliło odwrócić wszystko o 180 stopni. Pojawiły się szanse, które pojawiają się może u promila osób i udało się je wykorzystać.
To ciekawe doświadczenie, gdy stajesz się znany, ale nie jesteś celebrytą. W oczach ludzi zaczynasz być znawcą i ekspertem. Co to dla Ciebie oznacza? Nie wiesz wszystkiego i musisz się uczyć. Historia techniki to dział, w którym ciągle zmienia się chronologia zdarzeń. Odkrywane są nowe wynalazki a pierwszeństwo ich patentowania często wymaga dokładnej weryfikacji. Rozszyfrowanie tej łamigłówki często wymaga wielu godzin spędzonych nad książkami.
Czy to zniechęca? Tak, ale gdy ma się tak wiele osiągnięć trzeba dążyć do kolejnych. Nie można zatrzymać się i czekać. To jest właśnie zadanie na kolejny rok. Ma być ciekawie, odkrywczo i nie musi być doskonale. I tak będzie. To zobowiązanie dla setek Czytelników. Po 9 latach wiem, że mam wierną grupę odbiorców moich treści (w tym również wśród znajomych belfrów) i nie mogę ich pozostawić bez solidnej dawki historii (tfu, „Historii …”).
I nie zamierzam zostawić.
Na koniec chciałem podziękować CAL i Apple Polska za opiekę nad tym miejscem. CAL od wielu lat dba o serwer, Apple o sprzęt, na którym powstają wszystkie teksty.
