Kosztowna pomyłka

przez | 19 października, 2025

W wakacje odwiedziłem kilka muzeuf motoryzacji. Najbliższe znajdowało się w Zgierzu. Zobaczyłem Ferrari 348 stojące w rogu hali. Nie wyróżniało się – obok stał Ford Torino i kilka innych, równie wyjątkowych pojazdów. Zwróciłem uwagę na cenę – wtedy było wyceniane na 179 tysięcy euro. Absurd? Tak. Takie modele wyceniane są na połowę tej kwoty. Tymczasem teraz media rozpisują się o wyjątkowo niskim przebiegu tego egzemplarza – poniżej tysiąca kilometrów. Szkoda, że nie przyjrzałem się zegarom.

Czy to znaczy, że jego wartość nie została przeze mnie dobrze oszacowana? Seria 348 to model przejściowy pomiędzy wizją Enzo a rządami nowych władz, które rozpoczęły ofensywę modelową i zwiększyły poziom produkcji. 300 KM, silnik umieszczony przed tylną osią oraz jeszcze brak żadnych skomplikowanych systemów elektronicznych. Do tego „żaluzje” jak w Testarossie i otwierane reflektory – wówczas modny dodatek. Podobno nigdy nie był rejestrowany. Szaleństwo.

Ferrari ze Zgierza

Źródło: Tamte Lata

Czy warto dać aż tyle za 30-letni model w stanie fabrycznym? To trudne pytanie. Silnik nie jest jeszcze dotarty, większość gumowych połączeń, podkładek i uszczelnień z pewnością nie zniosła próby czasu i wymaga wymiany. Płyny eksploatacyjne? Z pewnością były wymieniane, ale dobrze jak pompy pracują a wał korbowy co pewien czas zostanie obrócony. To, co dotyczy tego Ferrari, dotyczy również każdego pojazdu, który w ciągu wielu lat przejechał małą liczbę kilometrów. Ile jest podobnych znalezisk?

W Polsce niewiele. Jeżeli zostaną ujawnione to zwykle dotyczą pojazdów popularnych, które należą do osób w słusznym wieku i przez lata nie były wyprowadzane z garażu. Zwykle mają po kilkadziesiąt tysięcy kilometrów przebiegu i zaniedbane czynności serwisowe. Nie, nie z powodu celowych zaniedbań a raczej z powodu tego, że są postrzegane nie jak przedmiot codziennego użytku, ale jako ważna część majątku trzymana pod przysłowiowym kocem. Nie, to nie Niemcy a polski emeryt – najczęściej z małego miasta.

Podobne teksty:  Hołd dla "500-tki"

Jak są wyceniane? Trudno je wycenić. Jeszcze do niedawna można było spotkać oferty spod koca za kilka tysięcy złotych – zadbane Polonezy, Ople z końca lat 80-tych i Toyoty kupione za dolary w Pewexie. Było nawet Daihatsu z litrowym dieslem pod maską. Dziś takich ofert jest mało a ceny są dwukrotnie wyższe. Przypadek? Nie, raczej naturalna biodegradacja pojazdów, które przekroczyły wiek 30 lat i nikt nie widział w nich środka tezauryzacji (po ludzku – przechowywania wartości). Rynek zweryfikował wartość tego, co na nim pozostało.

Co ma do tego opisywane Ferrari? Tak, jest dwukrotnie droższe niż powinno. Inne Polonezy czy Toyoty w podobnym stanie są przynajmniej dwukrotnie droższe niż zużyte wraki, których nie opłaca się naprawiać. Jednak żadna stara Toyota nie zrobi takiego wrażenia jak Ferrari – choćby było najtańsze i wymagało starannej polerki (wtedy kolor wymagał odświeżenia). Ferrari to Ferrari i żaden, nawet nowy, Polonez odkryty w stodole nie zrobi takiego wrażenia. Nie zdobędzie tylu latków, kliknięć i obserwacji. Czy to wyjątek na skalę kraju? Nie.

Czy powinno stać w stodole?

Źródło: Tamte Lata

W latach 70-tych z polskich podwórek zniknęło wiele przedwojennych, zaniedbanych wraków. To samo spotkało stare Maluchy i Polonezy jakieś 30 lat później. W tym czasie w kilku szopach odkryto skarby, które później wywieziono po za granicę kraju i odrestaurowano. Ile było takich okazów? Pewnie kilkaset, ale ślad po nich zaginął. Pozostały Maluchy i Polonezy po dziadkach, ale nigdy nie osiągną wartości Ferrari. Kupić Poloneza w cenie Ferrari? To jest dopiero kosztowna pomyłka. Górna granica absurdu to 30-50 tysięcy zł za wyjątkową wersję i stan.

30-letni pojazd w stanie fabrycznym może być wiele, ale nie dwukrotność ceny nowego. Dotyczy to każdej marki. Rynek zwykle weryfikuje oferty, w których ilość zer jest zbyt duża. Czy Ferrari zmieni właściciela? Znane są przypadki, gdy klienci nie byli zainteresowani ceną a konkretnym egzemplarzem. Czy sprzedano Poloneza za 99 tysięcy? Był taki przypadek zatem jest szansa, że Ferrari sprzeda się w tak zawyżonej cenie. Są ludzie, którzy za to zapłacą. Czy przestraszą się tym, że większość luksusowych klasyków pochodzi zza granicy?

Podobne teksty:  O adopcji, związkach, przeszczepach i scenariuszach prosto z tureckich seriali

Trudno udowodnić historię pojazdu. Często są problemy z kompletną historią pojazdu. Kręcony przebieg? To najmniejszy problem. Kto był właścicielem? Co wymieniał? W końcu – czy płacił ubezpieczenie? To tylko najważniejsze pytania, które musi zadać kupujący. Im więcej dokumentacji tym lepiej. Problem w tym, że może być sfałszowana. Wynika to z tego, że transakcje pomiędzy dżentelmenami zastąpiły prawa i bezprawie rynku wtórnego. Dotyczy to nawet pojazdów luksusowych sprzedawanych po za rynkiem aukcyjnym.

Czy to dotyczy egzemplarza opisywanego w prasie? Nie. To jest rzetelna oferta. Jedynym problemem jest cena. Tylko i wyłącznie – jest drogo i trudno oczekiwać ceny transakcyjnej 350-400 tysięcy zł. Raczej nie będzie to przedmiot spekulacji. Inwestycja? Być może, ale pewnie nie będzie kurzyło się w szopie. To jeden z tych typów, które nie stoją w muzeach. To jeszcze nie ten czas ani nie ta wersja. To nie jest stare „V12 Colombo”. Z pewnością właściciel będzie zadowolony z zakupu. Tego mu życzę.

Zbigniew Kluczkowski

 

Visited 21 times, 1 visit(s) today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *