Sport dla ludu

przez | 2 lipca, 2025

Czym jest GTI? To pojazd popularnej klasy, który ma cechy pojazdu sportowego i jest dostępny w cenie niższej niż wyścigówka. Definicja GTI powstała z wielu innych terminów, którymi określa się pojazdy różnych klas reprezentujące różne cechy. Chcąc zrozumieć czym jest GTI należy cofnąć się kilkadziesiąt lat wstecz i z każdego z nich wybrać cechę, która stała się częścią definicji.  W poniższym tekście zostanie obalone kilka mitów, dzięki charakterystyce wybranych pojazdów poznacie DNA gatunku GTI. Ten cykl to „kombajn” dwóch kategorii artykułów. Na wstępie najważniejsze pytanie.

Czy Golf był prekursorem gatunku? Nie. Był agregatem cech, które posiadało wiele modeli pokazanych przed nim. Nigdy nie miał być modelem produkowanym seryjnie w fabryce. Oczywiście do czasu, gdy szefostwo VW zobaczyło model, który po pracy składano w zaciszach fabrycznego garażu. Usportowiony Golf okazał się być dobrą decyzją biznesową a jego popularność wpłynęła na dochody VW. Od tego momentu GTI jest sposobem na promocję i duże dochody każdego koncernu motoryzacyjnego. Wróćmy jednak do początku, gdyż historia GTI zaczyna się na dwie dekady przed Golfem.

Historia GTI sięga lat 50-tych. Szukając pierwszego GTI należy zapomnieć o nadwoziu typu hatchback. Wtedy jeszcze nie było tanich modeli dostępnych z tym nadwoziem. Pierwsze GTI musiały mieć nadwozia typu sedan lub notchback – pionowa klapa ze zintegrowaną szybą była dostępna tylko w nadwoziach użytkowych. Garbaty tył zwykle kojarzył się z długą klapą bagażnika lub silnika a nad nią umieszczano niską szybę. Komu zawdzięczamy pierwsze GTI? Odpowiedź zapewne Was zaskoczy, ale … GTI to dzieło Włochów, choć jeszcze nie znali tego określenia.

Abarth 750 Berlina (1955) – 29 KM

Fiat 600 już w roku debiutu został zmodernizowany w warsztacie Carlo Abartha. Pierwsze egzemplarze posiadały rozwiercony silnik i moc zwiększoną początkowo do 29 KM a już po roku oferowano model z silnikiem o mocy 32 KM. W stosunku do modelu seryjnego zmiany polegały na nowym malowaniu i dodatkowych reflektorach.  Dalsze zmiany „600-tki” polegały głównie na zwiększaniu mocy i poszerzaniu nadwozia. Były dostępne głównie dla potrzeb zespołów rajdowych i wyścigowych. Następne było BMW i jego mały sedan.

BMW 700 RS (1959) – 40 KM

Właściwie to jest coupe – z tylnym napędem i umieszczeniem silnika z tyłu. Moc 40 KM pozwalała na rozwijanie prędkości ok. 130 km/h – to ok. 15 km/h więcej niż pierwsze Abarthy. Większość zmontowanych egzemplarzy była przeznaczona do sportu, ale na rynek trafiły również „cywilne” egzemplarze. Model ten zmienił wizerunek BMW. Od momentu jego prezentacji BMW miało być pojazdem sportowym, ale dostępnych w rozsądnej cenie. Taka była „Nowa klasa”. Abarth nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Abarth 850 TC (1961) – 52 KM

Znana konstrukcja, ale zmodyfikowana tak, aby rozpędzić się do 140 km/h. Wygląda niepozornie, nadal ma „kurołapy”, ale jest zwinny, dobrze przyspiesza i może rywalizować z Porsche. Problemy z chłodzeniem? Pakiety wyścigowe z dodatkową wentylacją tyłu nadwozia, brak klapy silnika, spojlery – to dla potrzeb sportu. W cywilnej wersji 850 TC niewiele różnił się od „zwykłej 600-tki”. Czy to dobrze? Tak, przecież GTI nie musi „wyglądać”, jego zadaniem jest zaskoczyć swoimi osiągami. Te zamiast Abartha może zagwarantować Lotus.

Lotus Cortina (1961) – 105 KM

W rajdowej wersji z silnika wyciśnięto aż 180 KM. Wersja dla „przeciętnego” klienta miała moc 105 KM. To sedan klasy średniej, ale zupełnie inny niż konkurencja. Dzięki masie własnej 960 kg był lekki – silnik o poj. 1,6 dm3 mógł zapewnić osiągi porównywalne z limuzynami z silnikami R6. Cortina w „cywilnej” odmianie rozpędzała się do 170 km/h a pierwsza „setka” na liczniku pojawiała się po upływie 9,5 sekundy. GTI musi być lekkie nawet gdy nie jest małe. Czy musi mieć tylny napęd? Nie, Mini Cooper miał wszystko … z przodu.

Mini Cooper S (1961) – 70 do 77 KM

Moc sedana klasy średniej zamknięta w nadwoziu wielkości Fiata 600. Silnik z przodu, napęd przedni. Jeszcze bez praktycznej tylnej klapy, ale Mini było lekkie, zwinne i tanie. Abarth kontra Cooper – w latach 60-tych nie było bardziej rywalizujących ze sobą konstruktorów. Cooper z łatwością osiągał 150 km/h i mógł utrzymywać duże prędkości w zakrętach. Abarth wygrywał na torze, Cooper w rajdach wyprzedzając Porsche 911 czy Mercedesy. Mini wniosło do pojęcia GTI nowoczesność połączoną z rozsądną ceną.

Honda S500 (1962) – 44 KM

Jakim cudem? GTI ma być tanie, praktyczne, szybkie i nowoczesne. Ma również wyglądać na droższe niż jest w rzeczywistości. Honda taka była. Jest mała, lekka i wtedy miała w sobie więcej z motocykla niż z samochodu, ale prezentowała się jak samochód drogi w zakupie. Opony z białym paskiem, chromy, długi przód to cechy drogich roadsterów. Honda oferowała to za cenę niewiele większą od „360-tki”. Brakowało jedynie stałego dachu i większej praktyczności, ale o dopełnienie definicji GTI zadbała Toyota oferując model Sports 800.

Toyota Sports 800 (1965) – 45 KM

 

Czy to jest GTI? Tak – spełnia wiele cech ujętych w definicji, ale dorzuca do niej ekstrawaganckie dodatki typu zdejmowany dach i oryginalne reflektory. Sports 800 mogła rozpędzić się aż do 160 km/h. Było to możliwe dzięki lekkiej konstrukcji. Toyota była lżejsza od Mini i miała tylny napęd. Co łączy sportowe Hondy i Toyoty z lat 60-tych? Umiejętność przykrycia znanej techniki atrakcyjnym nadwoziem. Może być zupełnie inne niż standardowej odmiany. GTI ma przyciągać uwagę, nawet gdy ma pospolite pochodzenie, np. pochodzi od Forda.

Ford Escort Mk1 Twin Cam (1968) – 105 KM

 

Mniejszy od Cortiny. GTI nie może być duże. Po kilku latach od debiutu Cortiny Ford uznał, że popularny samochód sportowy musi być mniejszy. Ma ten sam silnik, ale w mniejszym i lżejszym nadwoziu.  Osiągi porównywalne z Cortiną, ale mniejszym kosztem. To nadal sedan, ale o rozmiarach, które wkrótce będą uważane za wzorcowe. Pod koniec lat 60-tych długość 4 metrów była granicą pomiędzy modelami tanimi i drogimi. Po co ten „kufer”? Fiat uznał, że nie jest potrzebny, choć początkowo nie był przekonany do praktycznej tylnej klapy.

Fiat 127 1000 Sport (1972) – 70 KM

 

Klapa? Jest. Osiągi? Są. Silnik słaby, ale przedni napęd i lekka konstrukcja dały efekt – 160 km/h, 4 osoby, kilka toreb w bagażniku a do tego jeszcze ekonomia. Niskie spalanie nie było wtedy oczywistym dodatkiem do usportowionego samochodu popularnej klasy. Fiat kilkukrotnie modernizował serię wsadzając do niej mocniejsze silniki. Wyprzedził VW o kilka lat – Fiat od razu miał być pojazdem uniwersalnym. Golf również, ale we wczesnej fazie produkcyjnej niemieccy stratedzy widzieli w nim jedynie tani środek transportu.

Greetham Hillman IMP (1972) – 125 KM

 

Tylko na tory, ale wyprodukowano kilka sztuk z homologacją drogową. GTI musi mieć mały silnik o dużej mocy – to tak, ale w tym przypadku z litra pojemności wyciśnięto aż 125 KM. Silnik z tyłu, problemy z chłodzeniem i trudności z opanowaniem na torze. „Brytyjski Zaporożec” ma ważny wkład w historię GTI. Hillman dodaje historii momenty dramatyczne – jest szalony, nieobliczalny, absurdalny i oryginalny na swój sposób. Otwierana tylna szyba nad pokrywą silnika czyni go wyjątkowym. Nie ma konkurencji. Konkurencję ma Ford.

Opel Kadett C GTE (1973) – 105 KM

 

Kadett jako GTI? Jest jak Ford, ale ma nowoczesne nadwozie. Osiągi identyczne jak Ford, nawet wersja rajdowa ma podobną moc (180 KM). Żółto-czarne kolory podkreślają jego cechy. Paski? To już miały Fiaty i Fordy, ale Kadett dodaje do definicji GTI kontrasty – ma wyróżniać się, informować, że jest „czymś więcej” niż popularny Kadett. GTI może mieć kolor metalizowany, dwie różne barwy na różnych fragmentach nadwozia i nie trzeba mu spojlera wielkości ławki ogrodowej. Może mieć „usta” jak celebrytka, która wróciła z Turcji.

W połowie lat 70-tych nastąpił prawdziwy wysyp miejskich samochodów z silnikami o „znacznej” mocy. Znaczną w tym czasie była moc rzędu 70-90 KM pozwalająca przekraczać prędkość 160 km/h. Każdy producent chciał mieć usportowione samochody. Kto je kupował? Ci, których nie było stać na  Porsche, Lotusa czy Maserati. Byli to młodzi kierowcy, dzieci pokolenia „Baby Boomers”. Trend ten nie ominął również producentów japońskich, którzy wprowadzali do USA i Europy swoją ofertę. To od nich zaczynamy drugą część „szybkiego zestawienia”.

Prawdziwy muscle kei-car napędzany 35-konnym silnikiem. Tylny napęd, silnik z tyłu. Zaledwie 3 metry długości i masa własna 500 kg. Karoseria projektu Giugiaro i układ siedzeń 2+2 (miejsca tyle co w „Maluchu”). Prędkość maksymalna to 120 km/h, ale wrażenia jak przy 200 km/h. Prawdziwy generator radości jakim powinno być każde GTI. GTI powinna mieć każda marka, nawet Datsun, który był miniaturą amerykańskiego pony car.

Suzuki Fronte Coupe (1972) – 35 KM

Wygląda jak połączenie Mustanga z Camaro, ale jest mniejszy. Waży zaledwie 900 kg, ma tylny napęd, dużą tylną klapę i modne „żaluzje” na tylnej szybie. Obowiązkowe naklejki i dodatkowe reflektory – jak rasowa rajdówka. Japońskie GTI to początek serii sportowych i popularnych modeli Nissana. Połączenie azjatyckiej myśli technicznej z amerykańskim stylem projektowania było obce inżynierom Fiata. Seat przy Datsunie zdawał się być zwyczajny.

Datsun B210 GX Coupe (1973) – 95 KM

To nie jest Łada, choć jest to kolejna wersja rozwojowa Fiata 124. To pierwsze GTI z Hiszpanii. Tylny napęd, silnik o poj. 1,8 dm3  to konstrukcja Fiata o mocy 106 KM. Były słabsze silniki z palety Fiata. Sportowe osiągi w nadwoziu kompaktowego sedana. 5 biegów, masa własna ok. 860 kg – lekki, sportowy sedan dla całej rodziny. Pierwszy Seat o sportowych osiągach i fundament Cupry jako linii modelowej oraz osobnej marki.

Seat 1430 GTI (1973) – 108 KM

Od tego momentu zaczyna się prawdziwa „nawałnica GTI” – na przełomie 1975 i 1976 roku wielu europejskich producentów pokazało na targach swoje wizje samochodu sportowo-praktycznego. Nie wszystkie były udane. Był to czas kiedy zastępowano jeszcze generacje z lat 60-tych. Trudno było zaprojektować nowe nadwozia, które zamiast obłych kształtów cechowały się kantami i płaskimi powierzchniami. Przejście z napędu na tylne koła na przednie nie było trudnym wyzwaniem.

GTI stało się ważnym nośnikiem reklamy. Abarth był już znany. Na tylnych klapach pojawiły się nazwiska De Tomaso i Gordini, pojawiły się również pierwsze współprace z Lotusem a Cosworth wreszcie miał coraz liczniejszą konkurencję. Z rajdówki dostosowanej do ruchu ulicznego GTI stało się pojazdem cywilnym – z dobrym wyposażeniem, wygodnymi fotelami i silnikami, które można było naprawić w każdym warsztacie a nie tylko w garażach zespołów wyścigowych. Na przełomie 1975 i 1976 roku nastąpił prawdziwy wysyp sportowych pojazdów segmentów A i B.

Autobianchi A112 Abarth (1975) – 70 KM

A112 Abarth to dzieło Abartha o długości 3,2 m i masie własnej 700 kg. Konkurent dla Mini Coopera, ale już z praktyczną tylną klapą. Rozpędzał się do 160 km/h – to około 40 km/h szybciej niż przeciętny „Maluch” z tamtego okresu. Mały, szybki i praktyczny czyli wpisuje się w definicję GTI. Nawet ją tworzy – wcześniej w tej klasie nie nie oferowano połączenia sportowych osiągów z nadwoziem typu hatchback. Mini przecież było sedanem. Do czasu …

Ford Fiesta XR2i (1976) – 83 KM

Fiesta była większa i cięższa od włoskiej konstrukcji, ale oferowała więcej miejsca dla pasażerów i większy bagażnik. W odróżnieniu od wyczynowych Escortów miała przedni napęd i była lżejsza. Oczywiście nie zabrakło kolorowych pasów naklejanych na nadwozie i dodatkowych reflektorów z przodu – symboli usportowionych „Maluchów” z tamtego okresu. Brakowało jedynie znanego nazwiska.

Innocenti Mini de Tomaso (1976) – 72 KM

Włosi byli w posiadaniu wielu znanych nazwisk. Mini de Tomaso to włoski „Maluch” z brytyjską techniką i jednym z najbardziej znanych nazwisk w nazwie. Prosta, ale modna karoseria Bertone – kanty i płaskie powierzchnie. Maska (z wystającym wlotem powietrza) otwierana do przodu i balonowe koła. Przedni napęd i silnik z przodu (w tej klasie nie było to oczywiste). De Tomaso dał swoje nazwisko, ale niestety włoska rakieta nie była popularna. Miała liczną konkurencję.

Peugeot 104 ZS Rallye (1976) – 80 KM

Wśród niej … nowy Peugeot z mocnym silnikiem i rajdową wersją … wyposażenia. 80 KM (lub nawet 93 KM), 166 km/h i 4 biegi do przodu – szybciej niż włoska konkurencja. Nowość w postaci dwóch rodzajów nadwozia i dwóch długości (3 drzwiowa wersja krótsza niż 5 drzwiowa). Efektowny wygląd – poszerzone błotniki, felgi Cromodora i profesjonalne przygotowanie do rajdów przez fabryczny zespół Peugeota. To początek tradycji GTI u „Lwa”, ale „Lewarek” też ma coś do zaoferowania.

Renault 5 Alpine Gordini (1976) – 93 KM

Mikstura tradycji marki Alpine, wiedza Gordini (sportowej marki i utalentowanego konstruktora) oraz prosta karoseria Renault. Oczywiście … jest szybsze od Peugeota (przekracza 175 km/h), może mieć kolorowe okleiny i nie ma (jeszcze) magicznego napisu Turbo. Prowadzi się lepiej od Peugeota i jest narysowane jak sportowy wóz a nie wózek na zakupy to tuningu. Renault jest sztywne, pewne w prowadzeniu i ma duży potencjał rozwojowy. Zupełnie jak następca Garbusa.

VW Golf GTI (1976) – 110 KM

To ptak? Samolot? Nie, to Golf. Dzieło dzieciaków, którym zwykły Golf kojarzył się z samochodem dla dziadka. Historia znana, ale Golf dodał do GTI kratkę na siedzeniach. Usportowione Maluchy często miały sportowe fotele, ale wnętrzom brakowało indywidualnych cech. Golf to zmienił – wystarczyła tapicerka i lewarek w kształcie piłki do golfa aby wyróżnić go na tle innych. W tym czasie oferowano jeszcze „konstrukcyjne antyki” rodem z początku lat 60-tych.

Simca 1000 Rally 3 (1977) – 103 KM

Jeden z ostatnich GTI z silnikiem z tyłu. To specjalna rajdowa wersja. 103 KM pozwalały rozpędzać się do 180 km/h. Konstrukcja była lekka a pojazd mały – długość to zaledwie 3,8 m. Simca miała tylny napęd, w środku najczęściej była klatka i rajdowe pasy bezpieczeństwa. Prawie jak Skoda, ale szybciej i z chłodnicą. Czy brakowało mocy? Nie, ale w tej klasie klienci oczekiwali coraz większych silników oraz lepszych osiągów.

Sunbeam Lotus (1978) – 150 KM

Amerykańsko-francuska „hybryda” jako pierwsza zaoferowała klientom 150 KM w tej klasie pojazdów. Samochód rozpędzał się „tylko” do 195 km/h, ale pierwszą „setkę” osiągał po 7,4 sekundy. Golf i Kadett takie osiągi będą mieć za 10 lat. Napęd przedni? Nie, tylny. To jeden z ostatnich w takiej konfiguracji. Niszowy model o osiągach Porsche 911  sygnowany Lotusem. To od niego zaczyna się walka o coraz większe silniki w jak najmniejszym nadwoziu.
Pod konie lat 70-tych „era turbo” opanowała nie tylko tereny zarezerwowane dla najszybszych i najdroższych samochodów. W segmencie C i B pojawiało się coraz więcej modeli z doładowanymi silnikami. „Turbo” stało się modne a wzrost ciśnienia doładowania powodował, że z „fabrycznej” mocy niezależne warsztaty podwojenie tego, co „fabryka dała”. W tym czasie GTI przestało być określeniem jedynie na jeden typ pojazdu. Z niego powstało GTI w „klasycznym” rozumieniu tego słowa jak i tzw. „hiper hatch” czyli GTI o osiągach porównywalnych do najdroższych pojazdów sportowych. O nich w następnej części.

W latach 80-tych „Turbo” stało się obowiązkowym elementem wyposażenia sportowych kompaktów. Szybko odkryto, że jest to najłatwiejszy sposób modyfikacji silnika. Zwykle już rok lub dwa po prezentacji prezentowano „poprawiony” model ze wzmocnionym silnikiem. Nowy silnik? Nie, wystarczyło tylko podkręcić ciśnienie doładowania i kolejny „rocznik” miał pod maską o 10-20 KM więcej. Proste, logiczne, tanie i niestety awaryjne – nie każdy producent potrafił zmontować solidny silnik z doładowaniem. Był to szczytowy okres rozwoju „hiper hatchy”.

Mazda 323 GTX (1980) – 105 KM

Przykładem tego jest Mazda 323 GTX. W 1980 roku pokazano model z przednim napędem i silnikiem o mocy 105 KM. Mała i lekka Mazda szybko ewoluowała. Moc w ciągu kilku lat wzrosła dwukrotnie. Pojawił się napęd na 4 koła, specyfikacja rajdowa i nowa generacja, której wprowadzenie do produkcji nastąpiło w momencie wprowadzenia rajdowej grupy A i klasy WRC. Mazda dała GTI prawdziwą wszechstronność. Zamiast jednej wersji mocy i nadwozia – przynajmniej kilka rodzajów napędu i nadwozia.

Renault 5 Turbo (1980) – 160 KM

Musi tu być. To nowe podejście do drogowej wyścigówki. Silnik z tyłu, poszerzone błotniki i tylko dwa miejsca w wyczynowych fotelach. Bagażnik? To raczej schowek. Z tyłu na dachu nie ma spojlera, jest „ławka ogrodowa” wytwarzająca docisk ciężkiego tyłu. W wersji rajdowej uzyskano moc 350 KM. To „hiper hatch” czyli wyścigówka w nadwoziu przypominającym „mieszczucha”. „Piątka” dała GTI szaleństwo z toru wyścigowego. Była prawdziwym drogowym absurdem. W tym czasie Abarth nie próżnował.

Abarth 130 TC (1982) – 130 KM

Fiat Ritmo w sportowej wersji trafił na rynek w momencie, gdyż VW powoli zastępował Golfa nową generacją. Większy od Golfa, o bardziej luksusowym wyposażeniu i lepszych osiągach. Podwójne reflektory, czarny grill i okrągłe klamki. To stylowe GTI, w którym siedzi się w garniturze a nie w dresie z paskami i czapce z daszkiem. 130 TC dodało GTI elegancji i mnóstwa ciekawych dodatków. To już nie tylko kratka na fotelach, ale spojlery, dużo czarnego koloru i zdolność do pokonywania długich tras. Honda tego nie miała.

Honda CRX (1983) – 124 KM

 

CRX to sportowa odmiana serii Civic. W zasadzie tylko dla dwóch osób. Lekka, szybka i ekonomiczna. Zaprojektowana z użyciem ekierki, ale to dało wiele możliwości do doklejania wielu różnych akcesoriów. Królowa tuningu dzięki podatności na modyfikacje silnika – 100 KM z litra pojemności bez doładowania. Kolejne generacje tylko ugruntowały jej pozycję na rynku. CRX to ważny wkład w rozwój GTI i dowód na to, że doładowanie nie jest potrzebne. Potrzebna jest legenda, którą Japończycy uczyli się pisać.

Toyota Corolla AE86 (1983) – 130 KM

 

Ta udała się Toyocie. Corolla jeszcze z tylnym napędem, praktycznym nadwoziem i kreskówką, która wypromowała serię na całym świecie. Kolor? Nie musi być wyrazisty. Wystarczy biały z czarnymi pasami na dole nadwozia i kilkoma naklejkami z tyłu nadwozia. AE 86 ze swoimi otwieranymi reflektorami, długimi drzwiami pokonująca zakręt efektownym poślizgiem to jest „TO”. GTI musi mieć w sobie „coś”, co je wyróżnia wśród innych GTI. Nie musi być to „jarmark na kołach”. Może również pochodzić z USA.

Dodge Omni GLH-S (1984) – 175 KM

 

Auto dostawcy pizzy z doładowanym silnikiem i nazwiskiem twórcy Forda GT40 w nazwie. To „hiper hatch”, ale o klasycznej konstrukcji i o osiągach lepszych niż Golf „Dwójka” GTI. Zaledwie 970-1040 kg masy własnej, 7 sekund do „setki” i 210 km/h.  Co ciekawe, osiągów „nie widać”, ale czuć co czyni z niego idealnego „sleepera”. Moment obrotowy większy niż w niejednym turbodieslu. Przedni napęd, duża moc i limitowana produkcja. Najszybszy hatchback powinien być praktyczny – GTI może mieć 5 drzwi, ale nie musi mieć wielkiego silnika.

Jak to z USA? W zasadzie jedynym samochodem, który można było umieścić w tym zestawieniu do AMC Gremlin. W tym rozmiarze trudno było zaoferować klientom jakikolwiek pojazd. Amerykanie nawet w czasie kryzysu paliwowego nie byli skłonni przesiadać się do małych samochodów własnej produkcji. Pinto nie było sportowe, Chevrolet Vega udawał większe modele a AMC miało Gremlina, który mógł być wyposażony nawet w 8-cylindrowy silnik. Nawet z nim nie miał wybitnych osiągów. Prawdziwe GTI dla Chryslera zbudował Shelby.

Fiat Uno Turbo (1984) – 105 KM

Turbo miało 4 cylindry o pojemności 1,3 dm3. Proste, lekkie i kanciaste Uno tylko z 3-drzwiowym nadwoziem. Modne ukryte klamki, czteroramienne felgi, duży szyberdach i konieczne lakier – „czerwień Ferrari”, która jest bardziej czerwona niż każdy inny odcień czerwonego. GTI w czystej postaci, ale może być również „hiper hatchem”. To po latach, gdy fani modelu zaczęli wymieniać oryginalny silnik na 2.0 Turbo a nawet Busso. GTI można tuningować a nawet … trzeba. Peugeot dobrze o tym wie.

Peugeot 205 GTI (1984) – 105 KM

Konkurent Fiata, w którym Peugeot szybko zauważył potencjał na rajdówkę. Następca 104 i nowa Doczekał się powiększenia silnika, przerzucenia jego do tyłu nadwozia, doładowania i napędu na 4 koła – to w wersji T16. „Zwykłe” GTI szybko stało się obiektem tuningu. Z silnika 1.9 uzyskiwano 160 KM. Samochód wolno się starzał i nawet w połowie lat 90-tych wyglądał konkurencyjnie wobec nowoczesnego Punto. Był prawie metr krótszy od GTI od Citroena, który był po prostu wielki. Citroen miał swój pomysł na model sportowy.

Citroen CX 2.5 GTI Turbo (1986) – 168 KM

Największe GTI w historii. Ma „hydro”, doładowany silnik, wspomaganie Diravi i wielkie nadwozie. GTI od Citroena o doskonałej aerodynamice, obszernym wnętrzu i masie własnej 1400 kg. Rozpędzał się do 208 km/h. To 4 cylindry tak mocne jak 6 cylindrów (w tym czasie podobne moce osiągały trzylitrowe V6 w technice dwuzaworowej). Spojlery? Naklejki? Nie, to jest GTI do długich tras a nie do miejskich szaleństw. Do świata GTI CX wniósł technologiczne szaleństwo. Daihatsu wniosło miniaturyzację.

Daihatsu Charade GTti (1987)

Silnik o pojemności kartonu soku, 101 KM i masa własna 810 kg. To zaledwie 3 cylindry, które sprawnie napędzają tego „Malucha”. Jeden z niewielu japońskich GTI, które można można było kupić w Europie. Mały, szybki i ekonomiczny. Niestety szybko rdzewiał, ale miał pancerną technikę opartą o wiedzę inżynierów Toyoty. Daihatsu zaoferował klientom „ti” czyli pojazd z turbosprężarką do dalekiej turystyki. Dzięki niemu definicja GTI zyskała minimalizm. W tym czasie Włosi pokazali „coś” maksymalnego.

Lancia Delta Integrale (1987) – 165 KM

„Królowa Rajdów” w wersji dostępnej dla każdego klienta. To „hiper hatch” z napędem 4 kół, praktycznym nadwoziem i felgami marki Cromodora. To jeżdżący brutalizm – wygląda jak narysowana ekierką, ma podwójne reflektory, podwyższenie na płaskiej masce oraz wyczynowe fotele. Konieczne z okleiną od producenta alkoholu – jest Lancia, musi być Martini. GTI to również współpraca, sponsoring i wielki marketing. GTI to siła przekazu medialnego i lokomotywa sprzedaży. Nawet Opel to rozumie.

Opel Kadett GSi (1988) – 150 KM

Napęd tylko na przód, ale pod maską ukryto „prawdziwe złoto” – 16 zaworów, dwa litry i bez żadnego doładowania. Praktyczny, sportowy, bezkonkurencyjny wobec Golfa GTI. Ulubieniec niemieckiej młodzieży a kilka lat później marzenie polskich nastolatków. Rdzewiał, osiągał 210 km/h i był oferowany w Wielkiej Brytanii jako Astra (Vauxhall). Dlaczego nie GTI? GSI ma być pogromcą długich tras a nie wyścigówką – taka jest logika Opla. GTI nie jest logicznym wyborem i raczej nie będzie.

 

Pod koniec lat 80-tych na rynku pojawiły się firmy tuningowe, które zaczęły oferować pakiety stylistyczne do popularnych GTI. Nowe zderzaki, spojlery, dodatkowe reflektory, większe turbiny, wzmocnione układy hamulcowe i poszerzenia błotników miały zrobić z GTI prawdziwą „rajdówkę” rodem z Grupy B. Dimma, Zender czy Orciari to tylko kilka z przykładów. Osobliwością był nowy trend – „damskie GTI”, które było „szybsze” niż „wygląda”. Często w nadwoziu typu coupe a nie klasyczny hatchback, ale nie miało wiele wspólnego ze sportem. Kolejną część zaczynamy od litery „G”.

VW Golf GTI G60 (1988) – 160 KM

Wreszcie Golf z naprawdę mocnym silnikiem (podatnym na tuning). Pojemne wnętrze, prosta konstrukcja i doładowanie sprężarką typu „G”. Masa własna 1032 kg, pierwsza „setka” w 8,3 sekundy i marzenie aby dorównać GSi, które przebojem zdobyło klientów. To pomost pomiędzy GTI a „hiper hatch” – może być jednym i drugim dzięki tuningowi. GTI to nie dwa, ale więcej „stopni wtajemniczenia”. GTI może mieć również 6 cylindrów.

Mazda MX-3 V6 (1991) – 133 KM

Małe coupe z przednim napędem i silnikiem V6 o „miniaturowej” pojemności 1,8 dm3 i mocy 133 KM. Duża tylna szyba, z tyłu ciasno i słonecznie. To przykład „damskiego GTI” czyli kategorii, która w latach 90-tych pojawiła się jako tańsza alternatywa drogich coupe. „Damskie GTI” miały nowoczesne nadwozia, silniki o „średniej mocy” i technikę z popularnych kompaktów. Nowy Escort był zupełnie inny. Wyglądał bardzo … męsko.

Ford Escort RS Cosworth (1992) – 227 KM

Wygląda jak Escort, ale pod nadwoziem Escorta jest technika Sierry. Silnik o mocy 227 KM (rajdówka o mocy 315 KM) i przewaga tylnego napędu nad przednim (pomimo napędu na 4 koła). Doskonała rajdówka, ale również eksperyment stylistyczny. Wystarczy spojrzeć na tylną klapę i spojler w centralną „podporą” i mocowaniem do górnej krawędzi klapy. GTI to często wynalazek i eksperyment – często udany a czasem nie. Nissan swoje GTI zrobił … zwyczajne.

Nissan Sunny GTI-R (1992) – 220 KM

Szybkie GTI na bazie prostego hatchbacka. Z tyłu tarcze, z przodu „budka”, pod którą mieści się 230 KM i napęd na 4 koła. Zaledwie 6,4 sekundy do „setki” i 240 km/h. Drogi, skomplikowany i niepopularny, ale przez to wyjątkowy. Udana rajdówka, ale trafiła na zły okres, w którym Ford i Toyota brały wszystko. Dziś ceniony youngtimer, do którego nie kupimy nawet śrubki. GTI to „cos z niczego” – można je zrobić nawet z nudnego „Japończyka”. Rozumie to nawet BMW.

BMW E36 318 Ti (1994) – 140 KM

Piękny i podziwiany przez fanów BMW „Kompot” z silnikiem na wzór japoński. 140 KM, 4 cylindry i tylny napęd jako połączenie sportu i ekonomii i oznaczenie rodem z lat 70-tych. Tańszy niż 323 o niewiele gorszych osiągach. Nie było najszybsze, ale było rozsądnie wycenione. Tańsze w naprawach niż 6-cylindrowe, mniej paliło i miało mniejszy bagażnik niż E36 coupe. To GTI w klasie premium – jedno z pierwszych w segmencie. GTI może być premium, może być również jak tygrys.

Opel Tigra (1994) – 90 KM

Minimalistyczne „damskie GTI” z ciekawą stylistyką i wielką tylną szybą, po zdjęciu której samochód wygląda jak modny pickup. Z tyłu miejsce tylko dla dzieci. To w zasadzie Corsa – te same osiągi, podobna masa własna i ekonomia jazdy. Żadnego sportu, to raczej „fun-car” – samochód, który po prostu „wygląda” a nie jeździ jak wyczynowy. Tigra do świata GTI wniosła świeżość, oryginalność i przerost „formy” nad „treścią”. GTI musi dawać radość z jazdy.

Rover 100 GTi 16V (1995) – 103 KM

Przykładem  przerostu „formy” nad „treścią” był Rover serii 100 w wersji GTI. Konstrukcja z końca lat 70-tych dostępna jeszcze w połowie lat 90-tych. Pod maską „Polonez” czyli silnik serii K. Lekki i prosty, z bębnami na tylnej osi. Krótki – zaledwie 3,57 m długości. Był sposobem na przedłużenie „agonii” oryginalnego Rovera Metro produkowanego od 1980 roku. W DNA GTI to symbol oznaczający przedłużenie, ale czasem to trochę „sztywność wspomagana”.
 W połowie lat 90-tych prawie każdy producent miał w ofercie GTI. Oczywiście każdy z nich miał własną nazwę – GTi, GSi, STi, Ti, Cosworth, GTi 16V czy VTS – znaczenie było to samo. Konkurencja była silna w każdym rozmiarze i w każdym przedziale mocy. Wystarczyła 16-zaworowa głowica do silników o poj. 1,4 lub 1,6 dm3 i moc 105-120 KM. To już pozwalało na umieszczenie efektownego dopisku na tylnej klapie. W segmencie A i B to wystarczyło. W segmencie C coraz częściej GTI było wyposażone w napęd na 4 koła i dopiski sugerujące związek z rajdami.

W tym okresie „zwykłe” GTI od „hiper hatchy” dzieliła moc zaledwie 30-50 KM i napęd na 4 koła. Był to szczytowy okres popularności francuskich konstrukcji, które napędzały mocne, wolnossące silniki. Peugeoty, Renault i Citroeny miały przedni napęd, mocny silnik, były lekkie i prowadziły się jak ich odpowiedniki z rajdowej kategorii „kit-car”. Ich nadwozia niewiele różniły się od wersji ze słabszymi silnikami. Ich potencjał tkwił w technologii. Szybkie Clio Williams, ZX GTI 16V czy Peugeot 306 GTI 16V zdominowały niemiecką i włoską konkurencję.

Audi A3 1.8 T (1996) – 150 KM

Luksusowe GTI, które miało nową technikę VW. Moc szybko wzrosła do 180, 210 i 240 KM a firmy tuningowe z łatwością potrafiły uzyskać z pancernego silnika nawet 330 KM. W opcji oczywiście napęd Quattro. Co to oznaczało? To ukryty „hiper hatch” z ogromnym potencjałem i „garażową” łatwością modyfikacji. Konstrukcja jednocześnie prosta jak i zaawansowana z ogromną ilością modyfikacji. Napęd Quattro, pancerny silnik, później 5 – drzwiowe nadwozie – A3 dało GTI mistrzostwo wszechstronności.

Citroen ZX 2.0i 16 V (1996) – 167 KM

Konstrukcja już niemłoda (1991 rok), ale nowy silnik dał jej nowy poziom osiągów – 217 km/h i 8,5 sekundy do „setki”. Praktyczny, wygodny a przy tym wciąż konkurencyjny wobec Golfa i Opla. Model niszowy, ale wcale nie gorszy od znanej konkurencji. Powstał na fali zainteresowania wygranymi Citroena w rajdach terenowych i udziałem w rajdach drogowych w klasie kit-car. Zastąpiła go świetna Xsara. Później wydarzyło się to …

Subaru Forester 2.0 Turbo (1998) – 170 KM

STI na szczudłach. Małe, terenowe kombi rozpędzające się do 100 km/h w 8,5 sekundy. Napęd AWD, „budka” na masce, „imprezowe” pochodzenie i wszystko aby stać się konstrukcją absurdalną, którą trudno sklasyfikować. GTI na wertepy? Tak, to pierwszy raz gdy GTI może być pojazdem rodzinnym, terenowym i sportowym (ale nie ostatni). Przecież DNA to mieszanka różnych cech, prawda? Nawet stylu retro co udowodnił VW.

VW Beetle R32 (2001) – 241 KM

 

Nie Golf a „Garbus” w nowej formie z dużym spojlerem, 6-cylindrowym silnikiem i masą własną 1515 kg (są cięższe GTI, o czym w ostatniej części). To „retro-GTI” czyli usportowiony model przypominający poprzednika z poprzednich generacji. 6,7 sekundy do „setki” i 225 km/h. Idea została wskrzeszona później przez Abartha. Czy był to modny trend? Nie. W DNA GTI pojawiła się nostalgia, ale nie każdy chciał wspominać.

Na początku XXI wieku GTI przestało być domeną niemieckich, włoskich i francuskich producentów. Każdy producent miał je w ofercie. Było różne – każdy producent miał swoją wizję tej „filozofii”. W pierwszej dekadzie XXI wieku GTI zyskało silnik Diesla, który można było tuningować bez ograniczeń. Dostępne w różnych nadwoziach, z różnymi silnikami GTI stało się popularną wersją nadwozia i wyposażenia. „Usportowiony” pakiet wyposażenia oferowano nawet do najmniejszych silników.

Silniki GTI w tym okresie miały moce 200-250 KM, ale z roku na rok zwiększały się osiągając poziom rajdówek – w 2010 roku „normą” było 270-300 KM. Oczywiście firmy tuningowe zadbały o większe moce – silniki o poj. 2,0 dm3 osiągały moce 380-400 KM, która była przenoszona jedynie na przednią oś. Proces ten zakończył Mercedes prezentując nową klasę A i Audi pokazując RS 3 z 5-cylindrowym silnikiem. Firmy tuningowe z silnika Mercedesa potrafiły uzyskać nawet 470-500 KM.

Citroen C2 VTS (2004) – 125 KM

Godny następca Saxo VTS z wolnossącym silnikiem. Wnętrze dla czterech, tylna klapa jak pickup (otwierana tylko blacha lub szyba) i przód przypominający linie 2CV. Zadziorny „Maluch” był doskonałą bazą do budowy rajdówki. Był wstępem do kariery większości kierowców rajdowych z dzisiejszych Mistrzostw Świata. C2 do świata GTI wniosło gen bycia nieokrzesanym łobuzem. W szaleństwie GTI jest metoda. Metoda na szaleństwo.

Fiat Grande Punto 1.9 JTD (2005) – 130 KM

GTI z pancernym dieslem pod maską i momentem obrotowym silnika 6-cylindrowego. Przód, który miał przypominać Maserati (tak twierdzili projektanci), długie drzwi i tył zakończony prostym cięciem. Tanie w modyfikacjach, proste w konstrukcji i lepsze niż późniejszy Abarth z „przeładowanym” silnikiem 1.4. „Cud sportowej ekonomii”, który rywalizował z pierwszą Fabią RS. GTI to również rozsądek, choć rozumiany w nieco inny sposób.

Abarth 500 (2008) – 135 KM

GTI w stylu retro. Ze „słodkiego mieszczucha” zrobiono „miejskiego odrzutowca”. Z silnika „fabryka” uzyskała nawet 180 KM, ale w sprzedaży były „mody na 250 KM”. Wygląda słodko, ale niejeden „6-cylindrowiec” dostanie od niego łomot podczas wyścigu spod świateł. Może mieć nawet składany dach, co w tej klasie jest wyjątkiem. Mistrz jazdy po rondzie. „500-tka” do DNA GTI wniosła jazdę po krawędzi. GTI to ryzykant z wielkim „ego”. To trochę taki „Stefek Burczymucha”.

Mitsubishi Lancer Evo X FQ 400 (2008) – 403 KM

Pierwsze seryjne 400 KM w tej klasie pojazdów. Potężna turbina, 2 litry pod maską i napęd na 4 koła. Mocniejszy i szybszy niż rajdówki klasy WRC. Praktyczne nadwozie typu sedan, wielkie wloty powietrza na masce i osiągi jak w 8-cylindrowych M, RS czy AMG, od których jest wyraźnie tańsze. Wjedzie tam, gdzie „niemiecka trójca” bezradnie mieli tylnymi kołami. Rdzewieje? Tak, to „Japończyk”, ale ma pancerną technikę. GTI to coś więcej niż rajdy.

Ford Focus MK 2 RS (2009) – 305 KM

„Europejski muscle-car” z przednim napędem to „hiper hatch”, który pali przednie opony. „Pali”,  gdyż może driftować, ale tylko na swój dziwny sposób. Jak na GTI jest dość duży, ale umiejętnie łączy sport z praktycznością i zwinnością na górskich serpentynach. Silnik prosto z … Volvo, czyli 5 cylindrów i turbina, które bez problemu zniosą 400 KM a nawet mogą być zasilane LPG. GTI może mieć więcej niż 4 cylindry.

Range Rover Evoque 2.0 Ecoboost (2011) – 240 KM

 

GTI na szczudłach, czyli 217 km/h i 8 sekund do setki a do tego napęd na 4 koła i 3-drzwiowe nadwozie z pochyloną tylną szybą. Piszą, że to coupe. Bzdura! To hatchback w stylu największego Range Rovera. Silnik prosto z Forda połączony z typowo „brytyjską elektryką”. Paliwożerny, oryginalny i po prostu wyjątkowy na tle kompaktowych GTI. GTI ma wymiar wieloklasowy i czasem musi pokazać swoją wyższość.

Mercedes A45 AMG (2013) – 381 KM

 

„Hiper hatch” w koprodukcji francusko-niemieckiej. Wygląda agresywnie, ma silnik złożony przez jednego pracownika AMG i jest podatny na modyfikacje. 500 KM z dwóch litrów? Brabus to potrafi. Dlaczego Renault? Wystarczy zobaczyć na  oznaczenia przewodów. Ma w sobie wiele z Megane, ale to brutalna bestia a nie pojazd z lewarkiem w logo. GTI to często prawdziwy brutal i degenerat. Nawet, gdy nosi garnitur.

Ostatnie lata to okres stagnacji – GTI stało się obiektem nagonki ze strony organizacji ekologicznych. Dwulitrowe silniki zamieniono na mniejsze i bardziej wysilone, czego przykładem są silniki 1.6 grupy PSA (270 KM) i 1.8 od Renault (300 KM). Rekordzistą jest Ford oferujący model Puma ST z „litrowym” silnikiem o mocy 170 KM. Osobliwością był VW T-Roc w wersji cabrio w odmianie R. Obecnie coraz częściej GTI to okazja na popisy producentów w dziedzinie elektromobilności.

T-Roc Cabrio R-Line

GTI może mieć „bęben napędowy” o rozmiarach znanej pralki i o dowolnej mocy. Może mieć również akumulatory zabudowane w podłodze. Najnowsze chińskie konstrukcje segmentu B i C mogą mieć silniki o mocach 450-600 KM. Zasięg elektrycznego GTI powinien wynosić nawet 400-500 km, ale przy szybkiej jeździe z trudem przekroczyć 200 km. Spalinowych GTI jest coraz mniej. Hyundai w ostatnim czasie informował, że linia „N” od następnego roku będzie dostępna tylko z „bateriami” zamiast doskonałego silnika 2.0 T-GDI.

Koniec?

Nie, najwyższy czas odpowiedzieć na pytanie przedstawione we wstępie. GTI to 70 lat historii motoryzacji, na które składały się powojenne zmiany w postrzeganiu motoryzacji sportowej. Stała się tańsza, bardziej dostępna. Stała się dobrem ogólnodostępnym. Pierwszy był Abarth, później Golf a następnie „Francuska Trójca”. Każdy producent miał swoją wizję GTI, która wyróżniała się indywidualnymi dodatkami – naklejkami, wzorami tapicerki, felg czy oryginalnym wzorem tarcz zegarów. Dziś GTI to technologia zamiast tradycji.

DNA GTI ma w sobie wiele sprzecznych cech. Jego fundamentem jest pospolitość, wszechstronność i umiejętność dostosowania. To ważne cechy adaptacyjne. Być może dlatego idea GTI trwa już 70 lat. GTI to młodość – „blachy i osiągów” (motoryzacyjnego odpowiednika „ciała i ducha”). GTI ma dynamiczny charakter, nie lubi stagnacji i … uwielbia „błyskotki”, które czasem przedawkuje. GTI to rozbójnik – nie zawsze mały i lekki. Może być lekki jak piórko a nawet, gdy jest ciężki – potrafi być groźny jak Kung Fu Panda.

GTI ma geny azjatyckie, hiszpańskie, francuskie, włoskie i niemieckie. Wspólnym mianownikiem tych genów są: solidność, romantyzm i tradycja. Prawie każde GTI je ma. Im starsze tym tego więcej. W nowszych jest sztuczność potęgowana głośnym „warczeniem z generatora”. Jednym z ostatnich modeli reprezentujących „starą szkołę” było Renault Sandero RS czyli Dacia z dwulitrowym silnikiem dostępna w Brazylii i Argentynie. Tymczasem w Europie i USA w tym segmencie panoszy się „elektroza”. To smutne …

GTI to szał, absurd, wariactwo a czasem … symulacja. GTI czasem „ściemnia” a czasem celowo ukrywa swoje możliwości. Dla GTI rozmiar nie ma znaczenia. Znaczenie ma marka – według „purystów” prawdziwe GTI to jedynie Golf. Tymczasem do „ikony GTI” próbują zrównać się wszyscy. GTI to symbol – pokolenia, portfela, marki, młodości, beztroski i wszystkiego, co kojarzy się z najlepszymi latami życia. Czasem kojarzy się z kiczem, ale na najlepsze geny często charakteryzują się różnorodnością. To najważniejsza cecha tego segmentu.

GTI to sport, ale taki … niedzielny. Nieprofesjonalny, amatorski, okazjonalny – mocny, często nastawiony na pokaz a nie na efekty. Jak facet w ciasnych gaciach biegający o 6 rano w parku. Wygląda jak potencjalny przestępca seksualny, który na „takiego” wygląda, ale w rzeczywistości chce być modny i uwidacznia swoje walory przed innymi. W DNA jest ekshibicjonizm, który trzeba umiejętnie dawkować – tak, aby zostać GTI cały czas było celebrytą a nie bohaterem kronik kryminalnym. Takie jest GTI. Ciekawe jakie będzie za 10 lub 20 lat?

Tekst i pomysł serii: Maksymilian Wójcicki

Redakcja: Zbigniew Kluczkowski

Visited 9 times, 1 visit(s) today
Podobne teksty:  DNA marki według "Historii...", #18 - Saab