Na pół, ale skutecznie

przez | 2 listopada, 2024

Wynalazek ABS-u, zanim po raz pierwszy trafił do samochodów, od końca lat 20-tych był już z powodzeniem stosowany … w samolotach. 20 lat później ABS zadebiutował w sporcie motorowym a w latach 50-tych pojawiły się pierwsze ciężarówki wyposażone w ten układ. W miarę wyraźnego wzrostu osiągów aut seryjnych pod koniec lat 60-tych pojawiła się potrzeba rozpowszechnienia ABS-u. Oczekiwano poprawy bezpieczeństwa jazdy a ten układ to gwarantował. Niestety był on jeszcze drogi w produkcji i niedopracowany technicznie.

Jednym z pionierów zastosowania mechanicznego ABS-u do samochodów przeznaczonych do ruchu na drogach publicznych był Jensen – brytyjska manufaktura, która od 1934 roku montowała w małych seriach pojazdy sportowe i wyczynowe. Prototyp układu napędowego ze stałym napędem wszystkich kół i mechanicznym ABS-em Jensen pokazał już w 1964 roku, ale nowoczesną technologię ukryto pod nadwoziem modelu C-V8, który miał być wkrótce zastąpiony nowszym modelem o znanej już wcześniej nazwie – Interceptor.

Pierwszym samochodem z zaadaptowanym ABS-em był Jensen FF. Była to jedna z wielu odmian Interceptora – pomimo podobnego nadwozia auto było dłuższe od odmiany tylnonapędowej o 13 cm i droższe aż o 1/3. Jensena FF po raz pierwszy pokazano w 1966 roku. Niewielu wróżyło sukces tej konstrukcji – duże, 4 – miejscowe Gran Tourismo z amerykańskim silnikiem, mechanicznym ABS-em marki Dunlop Maxaret i napędem konstrukcji … Ferguson Research – firmy związanej ze znanym producentem ciągników rolniczych. Jak to będzie jeździć?

Jensen FF i jego silnik (poniżej)

Źródło: Jensen Cars

Szybko, jak na połowę lat 60-tych. Pomimo wagi 1730 kg moc 330 KM z silnika Chryslera wystarczała do uzyskania prędkości do 210 km/h a od 0 do 100 km/h FF rozpędzał się w 7,7 sekundy. Duże V8 konstrukcji Chryslera miało typowo amerykańską pojemność – 6,3 dm3 oraz nieograniczony apetyt na paliwo. 576 Nm momentu obrotowego gwarantowało solidnego „kopa” przy każdej prędkości i na każdym biegu. Do obsługi takich osiągów wykorzystano 3 – biegową, automatyczną skrzynię przejętą wraz z silnikiem od Amerykanów.

Podobne teksty:  Bosch - człowiek i narzędzia

Jensen FF miał nad innymi modelami tej klasy znaczącą przewagę. W prowadzeniu był bardziej przewidywalny, nawet dla niewprawionego (majętnego) kierowcy. Stały napęd 4×4 oraz ograniczenie uślizgu tyłu sprawiły, że pomimo znacznej mocy trudno było wyprowadzić FF z obranego toru jazdy. Nawet na śliskiej nawierzchni auto dobrze „trzymało się drogi”. O takiej trakcji nie mógł marzyć klient Astona, Bentleya nie wspominając nawet o Lamborghini czy Ferrari, których najmocniejsze modele był szybkie, ale też niebezpieczne.

Z punktu widzenia „geniuszy marketingu” FF miał wszystko, co było potrzebne żeby zdobyć serce (portfel) bogatego klienta. Szybkie i nowoczesne GT dla czterech osób dysponujące dużym bagażnikiem śmiało mogło konkurować z włoskimi konstrukcjami. Do standardowego wyposażenia należały m.in. pasy bezpieczeństwa na przednich fotelach, obrotomierz oraz duży schowek mieszczący (według producenta) kilka dużych map. Nic tylko zabrać troje przyjaciół, kilka walizek i wybrać się w Alpy. Dlaczego zatem FF nie odniósł rynkowego sukcesu?

Większość klientów tego segmentu to konserwatyści a w połowie lat 60-tych nadal obowiązującym trendem w tej klasie były obłości i mnóstwo chromowanych detali. Jensen stworzył dla nich kanciaste nadwozie z długą maską, dość krótką kabiną i dużą otwieraną tylną szybą, którą z wysokim progiem załadunku skutecznie zniechęcała do pakowania ciężkich walizek do bagażnika. Zajmowanie miejsca z przodu było łatwe, ale pasażerowie tylnych siedzeń narzekali na ciasnotę a dostęp do tylnej kanapy był bardzo utrudniony.

Wnętrze modelu z 1969 roku

Źródło: Classic Driver

Przy cenie na poziomie Bentleya klienci nie chcieli zaufać marce, która nie ma takiej renomy jak inne z tego segmentu. Recepty na niską sprzedaż wynoszącą przeciętnie 60-70 sztuk rocznie należało szukać w USA. Jeszcze w końcu lat 60-tych do FF próbowano zmieścić większy silnik o poj. 7,0 dm3, którego moc przekraczała 400 KM. Nie był to żaden zwykły napęd a legendarne Hemi. Jensen z tym silnikiem był jeszcze cięższy a jego moc pozwalała osiągnąć około 230 km/h i o sekundę skrócić sprint do „setki”.

Podobne teksty:  F40- czerwony pogromca "Żaby z Zuffenhausen"

Pomysł jednak upadł, gdyż nadciągało widmo kryzysu naftowego. Pomimo „grubego portfela” klienci nie byli zachwyceni zużyciem paliwa przekraczającym 20 dm3 przy nawet spokojnym tempie jazdy. Klienci skarżyli się na serwis – ten zapewniono jedynie w Wielkiej Brytanii. Ogółem do 1971 roku wyprodukowano 320 sztuk modelu FF z czego większość do dziś znajduje się w rękach kolekcjonerów. Jensen FF jest dowodem na to, że Brytyjczycy nie opierali się tylko na „sprawdzonej technice” (jak Aston Martin), ale wytyczali nowe trendy.

Spadkobiercą idei Jensena było Audi Quattro – znacznie tańsze, ale również z mocnym silnikiem, już elektronicznie sterowanym ABS-em i napędem wszystkich kół. Natomiast Jensen zyskał następcę w 2011 roku. Nie jest to jednak wytwór Anglików a … Włochów. Nowe Ferrari FF powstało również według tej samej koncepcji – ma duży silnik, napęd na wszystkie koła, 4 wygodne miejsca oraz praktyczną tylną klapę. Jego roczna produkcja jest równa ilości wszystkich Jensenów. Pomysł tak spodobał się klientom, że w 2017 roku pokazano jego następcę – GTC 4 Lusso.

Visited 8 times, 1 visit(s) today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *