Hołd dla „500-tki”

przez | 2 lipca, 2025

Wszystko ma swój koniec. Produkcja modelu, który sprawił, że retro było znowu modne … również. Właśnie pojawiła się informacja, że z Tych wyjedzie ostatnia „500-tka”. To smutna wiadomość. Fiat rezygnuje z produkcji modelu, który wyprowadził cały koncern z kłopotów finansowych i pozwolił przetrwać kolejną dekadę. Produkcja „500-tki” była nie tylko opłacalna w Polsce, ale również bardzo udana – ilościowo jak i jakościowo, gdyż przeniesiono model produkcyjny z Pandy. Miało być tanio i solidnie i … było.

„500-tka” miała toporną technikę, wyglądała słodko, jako Abarth z potężną turbiną potrafiła przegonić z lewego pasa „6-cylindrówki” a jako łódź podwodna w Pitbullem na pokładzie podbiła USA (w rytmie znanej włoskiej piosenki). Nigdy wcześniej żadnemu producentowi nie udał się model w stylu retro a Fiat w pełni wykorzystał potencjał tej konstrukcji. Ta w 2023 roku skończyła 20 lat (to przecież Panda) a mimo to nie wydawała się być przestarzała. Niestety, do decyzji Fiata przyczyniła się Unia i kolejne normy czystości spalin.

Po prostu dostosowanie Fiata do nowych przepisów przestało być opłacalne. Nawet takie „maleństwo” wykończyło Euro 7. Na szczęście będzie nowy model. To znaczy „stary”, gdyż z modelu elektrycznego z nową karoserią Fiat chce zrobić hybrydę. Z silnikiem 1.0 70 KM? Może, ale „lepszym” wyborem jest … PureTech o mocy 100 KM. Według zapewnień PSA (nie mojego, Peugeota i Citroena) ma już być trwały i pasek w oleju ma być trwalszy niż 40 tysięcy kilometrów. Fiat jednak niczego jeszcze nie potwierdza (i lepiej tego nie robi).

Ostatni  obrazek z konfiguratora

Źródło: fiat.pl

„500-tka” była symbolem „polskiej” motoryzacji. Nawet była dostępna w biało-czerwonym kolorze. Była „Polskim Fiatem XXI wieku”. Już od samego patrzenia na „500-tkę” można było dostać cukrzycy – taka była słodka. Taka pozostanie, gdyż nieprędko zniknie z ulic. Zaplecze techniczne, znajomość konstrukcji wśród mechaników i tanie części pozwolą jej wjechać nawet w lata 40-te XXI wieku. Wtedy egzemplarze z 2024 roku będą już pełnoletnie i podzielą los oryginalnego modelu z 1957 roku. I będą wyjątkiem na tle „elektryków”.

Czytaj:  O poważnym dziennikarstwie

Oryginalny model produkowany przed „Maluchem” nadal jest „słodki”, choć w dzisiejszym ruchu drogowym okazuje się zbyt powolny, ciasny i hałaśliwy. W latach 40-tych będzie podobnie, gdy jej trzycylindrowy silnik będzie wydawał z siebie toksyczny dym a inne pojazdy o wiadomym napędzie na jej widok zaczną dymić ze swoich ogniw. Warto dożyć takiego momentu i przyznać, że nie wszystko, co najnowsze, jest dobre. Są rzeczy, które po prostu służą wiele lat i nie trzeba w nich wiele zmieniać aby przyciągać kolejne pokolenia klientów.

Taka właśnie jest „500-tka”. Jest niemęska? Powiedzcie to Włochowi w garniturze jadącemu do modnej kawiarni na spotkanie z kolejną kochanką. Po prostu była i jest „włoska” w każdym znaczeniu tego słowa. Nie musiała być „naj” – miała wiele wad (znacie „bajkę o alternatorze Fiata? Nie?”), ale miała to „coś”, co ją wyróżniało na tle pudełkowatych „Trojaczków” PSA i Toyoty czy VW i jego „cudu rebrandingu”. Właśnie za to klienci uwielbiali ten model i będą o nim pamiętać jeszcze wiele lat. Ile? Zapewne długo.

Fiar Trepiuno – prototyp

Źródło: Forum Samochodowe

To co wyróżniało „500-tkę” było mierzone liczbą 550.000 – właśnie tyle było kombinacji nadwozia, silników, wyposażenia i dodatków. Od bieguna początkowego (wersja ze stalowymi kołami i czarnymi lusterkami) aż po „samochodowy biegun północny” – kabriolet z dieslem pod maską, aluminiowymi kołami, skórzaną tapicerką oraz okleiną w szachownicę oraz pokryty lakierem „dipinto di blu”. Wszystko było możliwe – nawet cena „wypasionego” egzemplarza na poziomie limuzyny klasy średniej. Spis dodatków po wydrukowaniu miał grubość Biblii.

To było prawdziwe „spektrum”, któremu trudno dziś dorównać. Nowy model ma dodatkowe nadwozie z „clubdoorami”, ale jego absurdalne ceny nijak mają się do oczekiwań rynkowych. Nawet, gdy nowy model dostanie napęd hybrydowy to jego cena nie spadnie poniżej 100 tys. zł. Klientami poprzedniej generacji byli ludzie bogaci, ale stanowili mniejszość wobec tysięcy średniozamożnych. Tu właśnie kończy się „efekt skali” a zaczyna nieopłacalny luksus – nie każdy za to maleństwo chce zapłacić 200 tys. zł. Chyba, że jest milionerem.

Czytaj:  Rajdówką do pie**la

Co? Tak, prawie tyle kosztuje najdroższa wersja z „dużą” baterią, otwieranym dachem i z limitowanym wyposażeniem sygnowana nazwiskiem znanego śpiewaka operowego. Podstawowa „500-tka” kilka lat temu była wyceniana poniżej 50 tys. zł. Cena również stanowiła o jej przewadze, gdyż za te pieniądze klient miał do wyboru – albo ciasny, ale stylowy model albo brzydkie, ale praktyczne „pudełko”. Wybierał różnie, ale obok tych małych, okrągłych reflektorów niewielu przeszło obojętnie. To była siła przyciągania.

Elektryczny Fiat 500

Źródło: fiat.pl

Istnieje. ryzyko, że tym razem już nie będzie tak słodko. Fiat zaszalał oferując 500L i 500X, które nijak miały się do wizerunku oryginalnej „500-tki”. Zamiast linii L bardziej pasowałaby Multipla a SUV o „papieskiej nazwie” Campagnola z pewnością również znalazłby klienta. Fiat jednak „wiedział swoje”. Szkoda, gdyż upór kosztuje. Dziś nowy model nie ma takich wersji. „600-tka” to „coś” pomiędzy Punto i 500X i nie ma nic wspólnego z „500-tką”. To już zupełnie dwa światy, które tylko wzornictwem próbuje się połączyć.

Czy to będzie możliwe? Oby, nie należy życzyć źle. Należy obserwować. Trzeba ufać, że Fiat opamięta się i pokaże cenniki, które będą do zaakceptowania przez większą część społeczeństwa. Obecnie jest za drogo. Ostatnie sztuki Fiata 500 można zamówić w cenie 61.000 zł. Nawet, gdy dopłaci się za lakier inny niż podstawowy (pomarańczowy), doda to tego chromowane lusterka i klamki w kolorze nadwozia oraz aluminiowe felgi to cena nie przekroczy 65.000 zł. Warto? Pomyślcie, to może być dobra inwestycja.

 

 

Visited 6 times, 1 visit(s) today